PIENINY. Na Kotońce – skale stojącej w nurcie Dunajca – od 30 października 2016 r. stoi 1nowy góral. Zagościł na skale podczas uroczystego zakończenia sezonu flisackiego. Tytuł jest trochę przewrotny, bo na tej skale rzeźba górala stała od XIX wieku, zatem tradycja została zachowana.

Rzeźba górala dotąd stojąca na Kotońce i witająca turystów wjeżdżających do Szczawnicy jakoś nie miała szczęścia. Nawet stała się miejscem mało smacznego happeningu. Nie cieszyła się estymą, przedostatniej wersji zarzucano, że góral tak nie wita gości i niegodnym jest trzymać kapelusz w ręku, gdy jego miejsce jest na głowie, więc cieszono się, gdy 31 lipca 2005 piorun zniszczył ją doszczętnie. Nową figurę postawiono 28 maja 2007, wyrzeźbił ją miejscowy artysta Józef Madeja i tej figurze przypięto od razu wiele łatek, ale żyła i była rozpoznawalnym elementem przy wjeździe do uzdrowiska.

W połowie lipca 2010, korzystając z niskiego stanu wody, skała Kotońska stojąca w nurcie Dunajca, stała się dostępnym miejscem do robienia pamiątkowych zdjęć. Wówczas z nudów chyba i dla większego anturażu, rzeźbę ożywiono, dodając jej nowego elementu. Na wyciągniętej ręce zawisła bowiem... puszka piwa. Przemilczę jakiej marki, bo reklama byłaby niestosowna.
To, co stało się potem, zabawne raczej nie było. Rzeźbie odjęto rękę, a po jej uzupełnieniu ktoś zabrał sobie na pamiątkę... dłoń! Czy okaleczona figura – poza wątpliwej proweniencji kolekcjonerem – jeszcze kogoś cieszyła?

W końcu Szczawnica – staraniem Miejskiego Ośrodka Kultury i jej dyrektora Piotra Gąsienicy - doczekała się nowej figury górala na Kotońce. Rzeźbę z jednego kloca topoli dość słusznej wielkości – 4,5 m, z ciupagą 5,5 m i odpowiedniej wadze 1,5 tony – wyrzeźbili: Dawid Wędziarz z Raby Wyżnej, Marek Czekalski z Rabki Zdroju i Marcin Lichosyt z Zubrzycy Dolnej.

Przypuszczam, że autorzy rzeźby podzielili się pracą i każdy odpowiadał za swoją część. Moim zdaniem najlepiej udała się twarz, najgorzej dłonie, szczególnie lewa oparta na góralskim opasku, nazbyt surowa.

Nowa figura górala na Kotońce była jednym z elementów uroczystości zakończenia sezonu flisackiego 2016 roku. Dodam, niezwykle udanego i rekordowego! Flisacy przewieźli łodziami 336 tys. turystów, w porównaniu do sezonu 2015 więcej o 61 tys. Zastanawiam się kiedy nadarzy się kolejna okazja pobicia tak wyśrubowanego rekordu?

Podczas uroczystości flisacy przyjechali konnym wozem siedząc na ostatniej płynącej łodzi o numerze 317. Śpiewali hymn flisacki, cieszyli się, ale czy zdawali sobie sprawę z wymowy tego faktu? W numerologii suma tych cyfr daje 11, a to liczba mistrzowska, o wysokich wibracjach. Wierzymy w przypadki? Numerolodzy będą innego zdania.

W zakończeniu sezonu wzięły udział władze miasta na czele z burmistrzem Grzegorzem Niezgodą i przewodniczącym Rady Miasta Kazimierzem Zachwieją oraz flisacy z prezesem Janem Sienkiewiczem. Uroczystości ubarwił występ Teatru Ognia Avatar.

Przypatrując się nowej figurze, przypomniałem sobie opisanie górala dokonanego przez Stanisława Staszica, cytując z pamięci pisał mniej więcej tak: ma wzrost wielki, postawę umieszczoną w dobrym stosunku, włosy czarne, naturalnie opuszczone, oko żywe i czarne, o twarzy podłużnej ze znaczącymi rysami. Góral z Kotońki jest słusznego wzrostu ale... tu odniosę się do uwag szczawniczan, które usłyszałem.

Uważają bowiem, że jest to góral podhalański, nawet z orawskimi elementami, a nie pieniński! Czy mają rację? Figura z Kotońki bardziej podobna jest do harnasia i daleko jej do pienińskiego górala ubranego w zdobną kamizelkę, z góralskim kapeluszem. Myślę, że na następnych kilka lat stanowić będzie zarzewie nie mijającej dyskusji, którą ponownie utnie i na nowo otworzy kolejna jej wersja, gdy ta się podda prawom natury.

Tekst i zdjęcia - Ryszard M. Remiszewski

Tutaj zdjęcia