Doktor Onufry Trembecki zasłynął napisaniem pierwszego poradnika... dietetycznego! W 1862 roku ukazała się skromnie wydana „Dyetetyka, czyli ogólne prawidła zachowania się przy piciu wód lekarskich itrembecki wynik żętycy, tudzież przy winogronowem leczeniu; niemniej przy używaniu kąpiel ciepłych i zimnych oraz kąpiel morskich”, a że nie było takiej wcześniej, więc czytano ją powszechnie, wszakże wody mineralne też trzeba umieć pić w umiarze. Ordynował w Szczawnicy w willi „Holenderka”. Powszechnie lubiany i szanowany, postrzegany był w zdroju jako rzetelny lekarz.

W poradniku co rusz odnajdujemy wskazówki i zalecenia, które i dziś przydałoby się przestrzegać. Za szkodliwe doktor Trembecki uważał wylegiwanie się w łóżku w ciągu dnia. Pozwalał na takie leniuchowanie jedynie reumatykom i chorym „piersiowo”. Wszyscy inni kuracjusze powinni wcześnie rano wstawać i pieszo udawać się do pijalni wód. Przestrzegał pacjentów przed kurzem, wilgocią i niewietrzonymi pomieszczeniami. Oczywiście odradzał ówczesnym gościom zdrojowym nocnego trybu życia, szczególnie „pohulanek” i gier hazardowych, ale nie zabraniał miłosnych podbojów. Oczywiście nie wszystkim, tylko kuracjuszom dobrze zbudowanym i lżej chorym. Tak... leczyć się też trzeba umieć.

Sprzeciwiał się kąpielom w... koszuli. Zalecał jeśli ktoś miałby obrzydzenie do wanny zdrojowej, to powinien ją sobie wyścielić prześcieradłem. W zdroju nie było urządzeń do inhalacji, czyli „wziewnych” jak się wówczas mówiło. Dr Trembecki, który takim kuracjom sprzyjał, podawał sposób, jak sobie samemu poradzić. Wodę należało podgrzać na maszynce spirytusowej, a parę wziewać przez lejek wykonany z grubszego papieru.

Przestrzegał przed piciem wody zdrojowej w nadmiarze i podczas posiłku. Kuracjuszom zalecał jedzenie z umiarem, trzy razy dziennie i nigdy do syta. Najciekawsze w jego „Dyetetyce” było wykluczenie z potraw kwaśnych owoców, ogórków, zielonej sałaty, warzyw strączkowych, kapusty, rzodkiewki, cebuli, jaj na twardo, mięsa z ciemnego drobiu, wieprzowego i... ryb. Ale, tu uwaga, dla pstrągów zrobił wyjątek.

W takim razie, co zalecał? Z mięs: wołowinę, cielęcinę, baraninę, dziczyznę, drób biały, ozór wędzony, szynkę; z warzyw: zielony groszek, marchew, szparagi, kalafior, ziemniaki; z owoców: czereśnie, winogrona, oliwki, oraz... musztardę do przyprawiania i jajka na miękko.
Pozwalał na picie herbaty, kawy i czegoś mocniejszego, zalecając szczególnie piwo z dobrego browaru i wino wytrawne pite na gorąco.
Był zwolennikiem hipokratesowej zasady: przede wszystkim nie szkodzić. Zdementował oficjalnie pogłoskę, nie wiadomo dlaczego pokutującą w zdroju, jakoby po zjedzeniu bułki z masłem i popiciu wodą ze źródła „Józefina” w żołądku tworzyło się... mydło.

Przed nami święta i uroki suto zastawionego stołu, może więc warto co nieco z tej „Dyetetyki” Trembeckiego wziąć sobie do serca? Jedzmy i pijmy z umiarem! Zdrowych Świąt!

Ryszard M. Remiszewski