radgow17NOWY TARG. Bez jednej nogi, z przeszczepioną nerką, z silnym niedowidzeniem, na wózku inwalidzkim – czy można dokonywać sportowych wyczynów na globalną skalę? Można i przekonuje o tym wszystkich ktoś, kto między swoimi wyprawami zagościł w Galerii BWA JATKI – Janusz Radgowski. Ten supermaratończyk darowanym życiem wciąż dzieli się z chorymi dziećmi, zbierając dla nich pieniądze podczas swoich wypraw. Dla innych jego postawa to potężny bodziec i znak nadziei.

W niezwykłym „jatkowym” cyklu „Mam wam coś do powiedzenia” Janusz Radgowski był kimś jeszcze bardziej niesamowitym. Spotkanie z nim organizowała Grupa Mieszkańców PAMIĘĆ i szkoda, że tym razem niewielu przyszło posłuchać tego, który z głębokiego upadku wydźwignął się na szczyt ludzkich możliwości – siłą mięśni rąk, serca i wiary.

Pochodzący z Płocka supermaratończyk, który w wieku 18 lat zachorował na młodzieńczą cukrzycę, przeszedł amputację nogi, wyszedł z alkoholowego uzależnienia, odzyskał nadzieję po transplantacji nerki i wtedy zaczął walczyć o powrót do sprawności, a jednocześnie znalazł sens w poświęceniu dla ciężko chorych dzieci - jeszcze żyje swoim ubiegłorocznym wyczynem, kiedy na wózku aktywnym pokonał liczącą 5 tys. kilometrów trasę Pacyfik – Atlantyk, z Seatle do Lewes Deleware. Wcześniej pokonywał trasy z Krakowa do Sopotu i z Rzymu do Wadowic.

Jego karierę przerwała choroba, ale wysiłek całego swojego ciała, kiedy na finiszu maratonu nie bolą go tylko włosy i paznokcie – dedykuje dzieciakom doświadczonym chorobą i niepełnosprawnością: Czarkowi, Klaudusi, Zuzi, Mateuszowi. Tak pokonywał na wózku i długie dystanse, i potężne góry i swoje ograniczenia.

A chodzi Januszowi o to, żeby ciężko chore dzieciaki miały - przez rehabilitację czy leczenie – lepsze życie, lepsze widoki na przyszłość.

Wyczynowiec na wózku przygotowuje się kondycyjnie, ostro trenując, do każdej z tych – zdawałoby się szaleńczych – wypraw. A dzieci ratują ludzie, których on przekonał do ofiarności swoim wysiłkiem.

Janusz Radgowski pojawił się na Podhalu również dlatego, że ma serdecznych i pomocnych przyjaciół w Klubie Motocyklowym Zbóje z Gór - Podhale. Na trasach swoich maratonów spotyka z kolei Polonusów o gorących, otwartych sercach.

Supermaratony wyczynowca na wózku są coraz trudniejsze, ale nie chce on też z siebie zrobić męczennika. Do każdej wyprawy przygotowuje się więc bardzo skrupulatnie. Ludzi, których poznał, tych, którzy mu ufają i tworzą lożę kibiców, są już tysiące. I to uznaje za swoje największe bogactwo.

Podczas pobytu na Podhalu Janusz Radgowski odwiedził kilka szkół i obmyślał już trasę kolejnego supermaratonu – z południa na północ Stanów Zjednoczonych. Robi to dla 8-letniego Mateusza z dziecięcym porażeniem mózgowym (numer konta na zdjęciu w galerii) . Każdemu, kto znalazłby się na jakimś swoim dnie, życiowym zakręcie – mówi: - Popatrz na mnie. Bo nie pławi się w bólach i ograniczeniach, tylko dziękuje Bogu za swoją niepełnosprawność i znajduje radość w pomaganiu ciężko doświadczonym chorobą. Tym najmłodszym.

- Kiedy znajdziecie się na życiowym zakręcie, kiedy będzie wam ciężko - popatrzcie na mnie... - powiedział w "Jatkach", gdzie towarzyszyli mu Zbóje z Gór, gdzie przyszły się z nim  spotkać panie z Fundacji im. Adama Worwy.

Janusz Radgowski w "Jatkach"

Fot. Anna Szopińska i slajdy