PIENINY. Stanisław Górecki szkicował i kreślił na niewielkich kartkach bristolu, pociągała go prostota środków i surowość czarnej kreski, którą znajdował w widokach górskich zimowego krajobrazu. Jego wyrażanie stanu emocjonalnego za pomocGórecki rysunki okładkaą piórka, rapidografu, ołówka i pędzla odbywało się tak jakby mówił, pisał czy śpiewał.

Z początku nie zastanawiał się jak to pokazać innym, tworzył dla siebie, bo tego potrzebował, aż stało się. Nieśmiało, z oporami wychodziła jego twórczość z domu, opłotków rodzinnej wsi i w końcu popłynęła, jak tratwa na Dunajcu. Jednakże wciąż pobrzmiewała w psychice oporna materia, zadawał pytania, czy można pokazywać innym swoje wnętrze. To nie tylko skromność, to również obawa, która drzemała w nim samym, może niepotrzebnie, bo pierwsze debiuty miał za sobą, gościł na wernisażach, w licznych ilustracjach w pismach i książkach.

Meandry życia nie tylko jego są domeną, marzenia o studiowaniu na akademii rozbiły się o realia. Dom, rodzina to ważniejsze cele, zatem praca geodety, muzyka organisty kościelnego, rolnika na ojcowskiej ziemi i flisaka na Dunajcu skutecznie odsunęły przynajmniej na jakiś czas malowanie, rysowanie i dłubanie w drzewie. Jednak doczekał się chwili, że z lekkiego snu otrząsnął się i przystąpił do ilustrowania czy odzwierciedlania piękna miejsca, w którym żyje wedle pór roku. Dla człowieka wrażliwego cykliczność przyrody rodzi refleksje o przemijalności ludzkiej egzystencji. Dylemat wieś – miasto w jego twórczości nie istnieje, utożsamia się z rodzinną miejscowością i wartościami z tego wynikającymi. Odrzuca pustynność miast, pośpiech, zabieganie za pieniędzmi, anonimowość mieszkańców usychających i umierających w obojętności.

Większość jego prac – jak sam przyznaje - mieści się w konwencji figuratywnej, czasami w granicach fascynacji abstrakcją i symbolizmem wyniesionym jeszcze z okresu młodzieńczego. Z biegiem lat zdecydowanie zaczęła dominować tematyka rodzinnych wiejskich krajobrazów, posiłkuje się historią swojej małej ojczyzny, starymi fotografiami, legendami i religią. Czasami przebija tęsknota za figlarnością dziecka przejawiająca się w bawieniu kreską i tuszem, ale potrafi rysować alegorie i skryte symbole, swoiste zagadki z przesłaniem dla oglądających. Wyznaje tezę, że nie można bezmyślnie tworzyć, oglądać, słuchać, czytać i żyć bez sensu. Zatem nie tylko zauroczenie pienińskim krajobrazem i przyrodą przebija w jego twórczości, także skłonność pobudzania do wrażliwości.

Tą krótką rozprawkę, którą może czytający uznać, że nie jest recenzją, zakończę cytując samego autora: „Rysunek – tak jak książka, obraz czy utwór muzyczny – po postawieniu ostatniej kropki, musi już bronić się sam. Żyje bowiem własnym życiem, a autor cicho schodzi w cień”.
Recenzuję państwu album rysunków Stanisława Góreckiego ze Sromowiec Wyżnych, tak jak go czuję, bo nie da się go nie zauważyć i potraktować z obojętnością, tyle w nim ukrytych wartości. Podnosząc głowę patrzy się szerzej, nawet z zachętą autora wychodzi poza horyzont.

Album ukazał się nakładem Spółki dla Zagospodarowania Wspólnoty Gruntowej wsi Sromowce Wyżne i jest dla mnie przykładem kreatywności i zdrowego myślenia udziałowców spółki pozwalającego promować rodzinną miejscowość. Cieszę się, że byłem wśród tych, którzy zachęcali autora do wydania tegoż dzieła.

Ryszard M. Remiszewski

Stanisław Górecki: Rysunki rodem z Pienin, Sromowce Wyżne 2017, publikacja ukazała się w serii z „Okienkiem” [nr 55] Pienińskiego Ośrodka Historii Turystyki Górskiej w Szczawnicy.