Ojciec Leon Knabit Fot. Anna Szopińska             NOWY TARG. Wizyty ojca Leona Knabita w Nowym Targu nie są częste, ale systematyczne. I zawsze robią wrażenie. Zawsze pomagają znosić trudy życia i wnoszą uśmiech. Jeden z najbardziej medialnych polskich kapłanów i najbardziej znany z tynieckich benedyktynów dziś gościł w sali obrad Urzędu Miasta, by mówić o tym „Jak żyć w kryzysie".

Ojciec Leon Knabit Fot. Anna Szopińska   Temat – boleśnie Ojciec Leon Knabit Fot. Anna Szopińska aktualny i łatwych Słuchacze Fot. Anna Szopińskarecept nieSłuchacze Fot. Anna Szopińska ma, ale...

Zacznijmy Słuchacze Fot. Anna Szopińskaod przeglądu jego rodzajów. Ojciec Leon mówił o kryzysie rodziny i związkach tego zjawiska z systemem politycznym; o kryzysie społeczeństwa, kryzysie wiary, kryzysie wartości, nawet kryzysie kościoła.

- Widząc brak świadectwa lub zaniechanie ze strony duchowieństwa, ktoś powie: „Gwiżdżę na taką religię, na kościół" – nie oszczędził ojciec-publicysta i swojego podwórka.

Potrafił też zdiagnozować i umiejscowić ten specyficzny stan rzeczy:

- Kryzys ma swoją siedzibę w duszy człowieka. Kryzys wartości, które mną od młodości kierowały, musi nastąpić we mnie. Kryzys w człowieku może być pochodną tych wszystkich kryzysów, ale może też je powodować. Komórka rakowa to komórka, która utraciła zdolność informacji – nie wie, co ma robić. Tak jest z kryzysem w społeczeństwie.

I nie tak łatwo mu zaradzić. Ale przynajmniej trzeba zrozumieć, że:

- Nieunikniony konflikt tkwi w strukturze człowieka i społeczeństwa. To jest krzyż i nic się na to nie poradzi. Gdzie jest światło, jest i cień. Przejście przez taki stan wymaga mocy, oparcia się o Chrystusa. Mały kryzys zawsze mobilizuje, wymaga zmian, podejmowania nowych wyzwań.

Jako kapłan mądry i doświadczony, potrafił też ojciec Leon odpowiedzieć na pytanie, kiedy kryzys się rozpoczął:

- Chyba od II wojny światowej, kiedy przepadł cały majątek narodowy. Niemcy nie szanowali życia Polaków, Żydów, Romów. Polacy za to nie szanowali życia Niemców. Polacy donosili nie tylko na Żydów, ale i a Polaków. Tak zginął mój ojciec... I wciąż ten kryzys jakoś trwa. To, że jesteśmy jako tako normalni, wygląda na cud boski...

Można sobie oczywiście zadawać pytania, tak, jak je sformułował ojciec Leon:

- Czy kryzys jest nieudolnością, czy złą wolą osób rządzących? Jaki sens ma prawo, które karze za niezapłaconych 16 groszy, a przymyka oczy na zdefraudowane miliony? Czy mamy do czynienia z niemożnością zachowania prawa, bo za słabe są jego instrumenty? Czy można mówić o kryzysie totalnym, który ogarnia wszystkie dziedziny życia? Przeciętny człowiek uważa, że jest znacznie gorzej niż mogłoby być.

Mówił też mentor w benedyktyńskim habicie o „egzystencjalnym bólu obywatelskim, który wciąż nie pozwala powiedzieć: nasz kraj, nasz rząd, nasz samorząd".

Czy więc w ogóle można walczyć z takim kryzysowym stanem?

Rady ojca Leona to:
- tworzenie „zespołu antykryzysowego", czyli społeczeństwa obywatelskiego, w którym każdy robi, co może i „rzeczy niemożliwe załatwiamy natychmiast, a na cud trzeba trochę poczekać..."
- ograniczanie zasięgu kryzysu
- przywracanie normalnego funkcjonowania (przez wybory, zamach stanu czy „nie daj Boże rewolucję")
- przywracanie postawy uczciwości i postawy służebnej.

Długotrwała likwidacja skutków kryzysu polegałaby m.in. na wystrzeganiu się tego, co się wcześniej krytykowało i nie powielaniu błędów.

Ale najważniejsze jest „wczesne rozpoznanie sytuacji kryzysowej".

Pod wpływem kryzysu zmienia się emocjonalne nastawienie człowieka, który powinien zrozumieć potrzebę ograniczeń.

Konflikty często rodzą pytanie: czyja wolność jest większa? W wymiarze społecznym czasem kryzys można zażegnać lub złagodzić jego skutki przez „zrezygnowanie z części mojego „ja" dla dobra całości". W wymiarze prywatnym to „ja" można ograniczać, poświęcać na rzecz żony, męża, dla dobra dzieci.

A właściwa postawa człowieka jest zachętą dla wielu.

Na pocieszenie ojciec Leon z głębi swego obserwacyjnego zmysłu stwierdził, że „społeczeństwo nie jest jeszcze całkiem zdezorganizowane...".

_______________________________________________________________________________________

Ponieważ jednak – a może zwłaszcza – w kryzysie warto się uśmiechnąć, oto kilka perełek z wywodu ojca Leona:

Jak widzę dobre małżeństwo, to się cieszę celibatem. A jak widzę złe małżeństwo, to się celibatem cieszę podwójnie...

_______________________________________________________________________________________

Dowcip z brodą, ale na czasie przed kolejną rocznicą wprowadzenia stanu wojennego:
Przed szeregiem uzbrojonych mundurowych staje babcia i usilnie zaczyna pytać: - Który z panów jest w ZOMO?
Milczą wszyscy kolejni pytani. Wreszcie jeden zniecierpliwiony natręctwem babci przyznaje się, że on jest w ZOMO.
– A to może mi pan zabić rybę na święta?..

________________________________________________________________________________________

U pewnego taksówkarza zamawia nocą kurs do domu piękna, elegancka, lecz lekko „wstawiona" kobieta. Kiedy zbliżają się pod wskazany adres, urodziwa pasażerka zaprasza kierowcę „na kawę". Po chwili zrzuca szatki, a jest jeszcze bardziej powabna niż się wydawała w taksówce. Nic prostszego niż wykorzystać okazję... Wtedy jednak taksówkarz przypomina sobie kochające oczy żony, która wyprawiała go do pracy. I to go powstrzymuje.
To nic, że kiedyś potem przy wódce z kolegami żałował zmarnowanej okazji...

________________________________________________________________________________________

Kobiety żyją dłużej, bo... nie mają żon.

________________________________________________________________________________________

Panie Boże, czemu ja zawsze nie jestem taki, jaki jestem czasami?..