zwyczajeŚwięta Bożego Narodzenia to czas pełen magii, ulubione święta dzieci i dorosłych. Kojarzą się z Wigilią, choinką, śniegiem i prezentami. Tymczasem warto pamiętać, że Wigilia to wieczór czuwania, koniec okresu Adwentu, a w tradycji chrześcijańskiej poprzedza ona Narodziny samego Boga.

Korzenie tego święta sięgają jednak zamierzchłej przeszłości. Łączy się je z tak odległym czasem, jak epoka kamienna, gdy to, w tym samym niemal czasie, świętowano zimowe przesilenie, czy z obchodami Saturnaliów w starożytnym Rzymie, które zaczynały się 17 grudnia i trwały kilka dni. Analogii naukowcy doszukują się też z żydowskim świętem Chanuka i perskim świętem zwyczaje1zwyczaje2Szab-e Jalda, obchodzonych w grudniu.
Wigilia, o czym nie należy zapominać, to jednak dla chrześcijan echo starochrześcijańskiej tradycji spożywania wspólnego posiłku, który jest symbolem miłości i braterstwa ludzi.
- W regionach podgórskich i nie tylko Wigilia jest dniem wróżb i zabiegów magicznych, mających na celu zapewnienie pomyślności i urodzaju w roku następnym. W okolicach Rabki pochmurna Wigilia wróżyła - runo na owcach, a na Spiszu - tłuste mleko. Bardzo często mówiono Jako wilijo - taki cały rok – wyjaśnia Dorota Majerczyk, etnolog z wykształcenia, z urodzenia rabczanka, a regionalistka z zamiłowania, szefowa zespołów regionalnych działających w ramach Stowarzyszenia Miłośników Kultury Ludowej, a teraz doktorantka PAN. Ten przesąd w umysłach ludzkich pozostał do dziś...
A zabiegi magiczne tego wigilijnego dnia były w naszym regionie naprawdę ważne. Ich echa są obecne i teraz, choć często nie zdajemy sobie z tego sprawy. Pani Dorota Majerczyk przypomina, że dawno, dawno temu w Wigilię z samego rana domownicy obmywali się w wodzie, do której wrzucano kilka pieniążków... Dobrą wróżbą było pojawienie się w domu w Wigilię, jako pierwszego gościa mężczyzny, kobieta przynieść mogła tylko pecha i nieszczęście w nadchodzącym nowym roku... - W tym dniu nie wolno było niczego pożyczać, a gospodarze wykonywali cały szereg zabiegów magicznych mających zapewnić urodzaj w gospodarstwie. Na Spiszu i Orawie kobiety zarabiające ciasto szły do ogrodu z oblepionymi ciastem rękami i obejmowały drzewa owocowe. Po co? Aby dobrze obrodziły w kolejnym roku. Na Orawie gospodarze idąc z kolei do swych obór ubierali się grubo i ciepło, po to, aby bydło chowało się zdrowo i było tłuste. Konie z rana prowadzono natomiast do rzeki i kropiono je tam wodą. Dlaczego? Aby byłe silne. Kurom zaś sypano w Wigilię ziarno do obręczy, po to, aby trzymały się w gromadzie i nie gubiły jajek – wyjaśnia zawiłości obrzędów pani Dorota Majerczyk.
Innym ciekawym zwyczajem panującym na Podhalu i Orawie była tzw. Magiczna kradzież drewna, coś z niej gdzie nie gdzie pozostało. Do dziś niektórzy kradną choinki i nie tylko z cudzego lasu... - Gospodarze i parobcy dopuszczali się magicznej kradzieży kradnąc drzewa z cudzego lasu. Wierzono wówczas, że zapewni im to spryt i powodzenie w przyszłym roku.
Przed świętami, zresztą tak jak teraz, domy i ich całe obejścia starannie sprzątano i przygotowano do Świat Bożego Narodzenia. - Na Spiszu święte obrazy dekorowano świeżymi gałązkami jodły i kolorowymi kwiatami z bibuły. Na Orawie wykonywano ze słomek tzw. pająki. Gospodarze od rana rąbali drzewo, a po południu szli do lasu początkowo po podłaźniczkę, a później po choinkę, gdy ta była już znana w naszej tradycji. Warto dodać, że na Spiszu ubrane drzewko nazywano jezulanko – wyjaśnia Dorota Majerczyk. Czyż nie kojarzy się to bezpośrednio z Dzieciątkiem? Pani Dorota przypomina, że warto też pamiętać, że w regionach górskich najpierw występowała tylko podłaźniczka. Był to wierzchołek jodły zawieszany u powały, szczytem na dół i dekorowany potem jabłkami i światami, ozdobami robionymi z opłatków. - Podhalańskie podłaźniczki wykorzystywane były w medycynie ludowej. Okadzało się nimi chore zwierzęta oraz odczyniano uroki. Na Podhalu „podłazić kogo" znaczyło również iść do kogoś z dobrą nowiną, życzeniami w noc wigilijną, a na Orawie nie tylko w Wigilię, ale i Boże Narodzenie oraz w Nowy Rok.
Teraz choinkę ubiera się często w domach nawet początkiem grudnia, jest ona obecna w sklepach, centrach handlowych nawet końcem listopada, słychać z nich kolędy zachęcające do świątecznych zakupów tymczasem nasi przodkowie do niej przywiązywali ogromną wagę. - Wnoszenie drzewka do domu miało wielkie znaczenie i charakter uroczysty – przypomina Dorota Majerczyk. - Na Podhalu po wigilii wieszano u powały snop tzw. „babę" kłosami skierowanymi ku dołowi. Drugi snop najczęściej z nieomłóconego owsa przynosił do izby gazda. Do tej w której spożywano wieczerzę. Na Spiszu natomiast wnoszono jeden snop zboża omłócony, drugi z ziarnem stawiano najczęściej w kącie. Po co? Aby nigdy w domu nie zabrakło chleba. Pani Dorota przypomina, że towarzyszyło temu wygłoszenie życzeń. Trochę zboża ze snopka układano również na stole wigilijnym, ta tradycja w wielu domach naszego regionu przetrwała do dziś, choć częściej jest to teraz siano. - Na stole obok zboża kładziono także parę główek lnu i kilka ziemniaków – dodaje Dorota Majerczyk. Przez cały dzień w Wigilię obowiązywał ścisły post, teraz już zniesiony przez kościół, choć zachęcający do pozostania przy tej tradycji. - Zanim rozpoczęto wieczerzę i dzielenie się opłatkiem, a na Orawie również czosnkiem, który miał zapewnić siły, cała rodzina klękała przed świętymi obrazami i odmawiała pacierz. Przy stole zostawiano jedną dodatkową łyżkę, a później talerz dla niespodziewanego gościa, a pierwotnie dla duszyczki – tłumaczy pani Dorota. Zwyczaj dodatkowego miejsca przy stole dla gościa w Polsce, tak naprawdę wprowadzono, o czym warto pamiętać, podczas zaborów. Było ono przeznaczone dla zesłanego w głąb Rosji członka danej rodziny... Zwyczaj ten w wielu rodzinach jest obecny do dziś.
- Na Podhalu podczas wieczerzy wigilijnej jadano postną kapustę z ziemniakami i grzybami, kluski ziemniaczane, kołacze. Na Spiszu kolacja wigilijna składała się m.in. z zupy z suszonych owoców zaprawionej mąką tzw. pamuły, kaszy z kwaśnym barszczem i suszonymi grzybami, placków z mąki żytniej lub pszennej oraz grochu – mówi pani Dorota Majerczyk. Dodaje, że pod stół wkładano zawsze żelazne przedmioty, na których należało opierać stopy. Po co? Aby być silnym i zdrowym, jak stal. - Resztki jedzenia z wieczerzy wigilijnej oraz opłatek gospodarz zanosił zwierzętom do szopy, które miały być obecne w stajence przy narodzeniu Jezusa: krowom, wołom i owcom.
Pani Dorota, że trudno przy omawianiu zwyczajów wigilijnych opuścić tzw. panieńskie wróżby. - Dotyczyły one przeważnie zamążpójścia. Odbywały się zaraz po wieczerzy. Panienki nadsłuchiwały wówczas z której strony zaszczeka pies, stamtąd będzie miała ona narzeczonego, rzucały psu kulki z chleba wymieniając imiona kawalerów. Inni biesiadnicy w tym czasie śpiewali kolędy i słuchali opowieści związanych z wigilią. Na Spiszu po wieczerzy chłopcy szli kolędować, czyli chodzili po śpiewance.
Drugiego dnia, czyli w samo Boże Narodzenie z Betlejemkiem, czyli tzn. przedstawieniem kolędniczym chodziła całe grupy, najczęściej młodych osób. – W przedstawieniu udział brali: baca, dwóch juhasów, stary pasterz, trzej królowie i anioł. Spotykano również grupy kolędników z „kozą", a między Nowym Rokiem i świętem Trzech Króli chodzono z „trzejkrólową gwiazdą", czyli trzech chłopców przebranych za królów (dwóch białych i jeden czarny), którym towarzyszyła Betlejemska Gwiazda – mówi Dorota Majerczyk. Przedstawienia kolędnicze w tradycji Podhala, Spisza i Orawy są obecne do dziś. Tuż po Świętach Bożego Narodzenie grupy kolędników chodzą po domach, organizowane są także na terenach wielu gmin przedstawienia kolędnicze oraz przeglądy i konkursy dla kolędników.
Zawsze 25 grudnia, czyli dzień samego Bożego Narodzenia był świętem rodzinnym. - Nikogo się wtedy nie odwiedzało, nie wykonywało się żadnych prac w domu i gospodarstwie, a jedynie śpiewało wspólnie kolędy. Wierzono, że, gdy w Boże Narodzenie jest mróz to będzie urodzajny kolejny rok – mówi Dorota Majerczyk. - 26 grudnia drugi dzień świat i dzień św. Szczepana upływał w nastroju radosnym. Był to czas wzajemnych odwiedzin, składania sobie wzajemnie życzeń i sypania owsem na szczęście. Na Podhalu w tym dniu po kościele po chałupach gromadzili się ludzie i śpiewali razem kolędy. Warto dodać, że w całych Karpatach górale tego dnia święcili owies. Rozpoczynało się też chodzenie kolędników po domach, wioskach. Trwało ono aż do Trzech Króli, czyli do 6 stycznia.


***


Warto jednak przypomnieć, że dawniej ludzie do Świat Bożego Narodzenia przygotowywali się bardzo starannie. Na Orawie już od początku Adwentu, którego nadejście zapowiadali święci: Katarzyna i Andrzej. Ludzie niechętni postowi często powoływali się wówczas na stare porzekadło, które mówiło, że na świętą Katarzynę gęsi się zarzyna, a na świętego Andrzeja – wołu, które potem, aby się nie zepsuło należy zjeść... Święty Mikołaj w dawnych czasach, z czego nie byłyby szczęśliwie dziś dzieci, nie przynosił prezentów. Uważany był za opiekuna wszelkiego dobytku, a zwłaszcza bydła. Bardzo uważnie dawniej obserwowano także pogodę 8 grudnia, w dzień Matki Boskiej Przedgodniej. Związana z tym dniem była wróżba mówiąca o długości zimy. „Jak na Matkę Boską Przedgodną przymrozki, to do gnoju włóż ogryzki, a jak kałuski (kałuże) to schowaj ogryzki" – mówiło stare powiedzenie. Znaczyło ono tyle, że jeśli w ten dzień było zimno, wróżyło to krótką zimę, jeśli mokro - długą. Najwięcej przesądów było związanych z 13 grudnia dniem św. Łucji. W tę noc do stajni zaglądały czarownice, by odebrać mleko krowom. Pilnowały je, więc gospodynie. Gazdowie łamali gałązki jabłoni. Wkładali do wody i stawiali na oknie aż do Wigilii. Potem wiedzieli, gdzie lepiej siać zboże. Jak listki wypuściły dołem, to w dolinach, a jak w górnej części łodygi - na wzgórzach.
21 grudnia dzień św. Tomasza był dniem chłopów i furmanów. Przysłowie mówiło: W świętego Toma siedź doma. I rzeczywiście chłopi tego dnia unikali jak ognia wyjazdów do lasu w obawie, że już nie wrócą. Bez obaw jechali jednak w Wigilię, nawet po drzewo z cudzego lasu...

Zdjęcia Jan Ciepliński