2007WSPOMNIENIE. Stefania Kotlarczykowa osoba, pełna ciepła, zrozumienia i mądrości, a równocześnie wysokich manier i kultury, córka profesora Leona Koczura z nowotarskiego przedwojennego gimnazjum im. Seweryna Goszczyńskiego, szwagierka Mieczysława Kotlarczyka ze słynnego teatru Rapsodycznego – nie żyje. Zmarła 23 maja. Dziś w dalekim Smogorzowie spocznie na cmentarzu.

Pani Stefania jednak na zawsze pozostanie związana ze Stolicą Podhala. Przed laty w jednym z wywiadów wyjaśniła mi, że jej tata Leon Koczur był przedwojennym profesorem w Gimnazjum im. Seweryna Goszczyńskiego. - Pochodził z Krakowa, skończył na UJ matematykę i filozofię. Przez 16 lat uczył w Tczewie na Pomorzu. 16 sierpnia 1939 roku przyjechaliśmy do Nowego Targu, na skutek kilkuletnich próśb o przeniesienie w Krakowskie – mówiła Stefania Kotlarczyk. – Akurat w nowotarskim gimnazjum zwolnił się 2009wtedy etat matematyka. Wybuchła wojna. Tata zaczął uczyć na kursie przygotowawczym. Pod koniec 1942 roku został aresztowany. Najpierw był więziony w Palace, potem w Tarnowie. Na koniec został wywieziony do obozu Flossenburg. Pracował tam w kamieniołomach. Zginął...

Był on niezwykłą postacią wśród nowotarskich profesorów. Potrafił do matematyki przekonać każdego. – Wykładał ją doskonale, zadając zagadki. Wszyscy bez wyjątku dzięki niemu polubiliśmy matematykę – mówił mi w jednej z rozmów zmarły już też Mieczysław Nenko. Podkreślił, że był wymagający, ale i lubiany. Nie stosował też taryfy ulgowej nawet wobec własnej córki. – Miałam z nim przygodę. Nie poszłam na matematykę. Akurat było omawiane twierdzenie Pitagorasa. Tata w domu nie odezwał się słowem. Na drugi dzień wezwał mnie do tablicy. W domu oczywiście się uczyłam, ale tata tak wszystko poprzestawiał: pozmieniał kąty i nazwał je innymi literkami. Mocno się spociłam i nagłówkowałam. Jakoś z tego wybrnęłam, ale na drugi raz już nigdy nie opuściłam lekcji! – opowiadała mi w jednej z rozmów pani Stefania.

Stenia miasto nasze ukochała i zawsze dobrze je wspominała. Pomimo, że los rzucił ją daleko od Podhala, od lat przyjeżdżała tu dwa razy do roku, aby spotkać się ze swymi przyjaciółmi, uczniami nowotarskiego gimnazjum, a m.in.: Henrykiem Buszko, wybitnym architektem o międzynarodowej sławie, urodzonym w Lwowie, od ponad 60 lat mieszkańcem Śląska, Ireną Bąkowską z domu Jaskier, lekarzem pediatrą, z urodzenia nowotarżanką i jak sam dowcipnie mi opowiadała wnuczką Pawlikowskich, właścicieli jedynej katolickiej piekarni przed wojną w Nowym Targu, prof. Władysławą Fudalewicz – Niemczyk, nowotarżanką, twórczynią katedry zoologii i ekologii, najpierw na Uniwersytecie Jagiellońskim, potem na odłączonej od Uniwersytetu w 1953 roku Akademii Rolniczej, byłą dziekan i prorektor uczelni, której mąż Stanisław był szkolnym kolegą Steni, Leszkiem Frantą, znakomitym architektem, bliskim współpracownikiem Henryka Buszko, Mieczysławem Nenko, architektem, nowotarżaninem, w którego rodzinie zawód był kontynuowany od pokoleń, a także Adamem Leśniakiem, byłym żołnierz AK o pseudonimie Puchacz, czy Eleonorą Osińską oraz Alicją Pustówką, nowotarżankami od pokoleń.

Tych młodych wówczas ludzi połączyła wspólna nauka podczas strasznych lat niemieckiej okupacji. Choć rozstali się w 1941 roku, nigdy nie zapomnieli o sobie... Sami fenomen tej przyjaźni wyjaśnili mi przed laty w bardzo prosty sposób. Podkreślili, że ich szkolne lata przypadały po prostu na czas budowy nowego systemu edukacji i społeczeństwa po trwającej ponad 120 lat niewoli.

Szkoła w odrodzonej Polsce w tym krótkim czasie stała się dla młodzieży nie tylko miejscem zdobywania wiedzy, ale także ośrodkiem kształtowania charakteru, zdobywania świadomości człowieka kulturalnego. To, co ucząca się młodzież wynosiła ze szkoły było współbrzmiące z tym, co dawał dom rodzinny. Zapewnili mnie, że ich system wartości budowany był na dekalogu i określał parametry ludzkiej godności. Ich obowiązkiem było też służenie ojczyźnie. - Najazd barbarzyńców hitlerowskich i świadomość zagrożenia tego, co dla całej polskiej młodzieży było świętością przyśpieszył proces dojrzewania myśli obywatelskiej i wzmógł potrzebę solidarności narodu – mówili wówczas zgodnie.

- Jako jeden z tych, którzy zawdzięczają swoją nieprzerwaną edukację tajnemu nauczaniu, pozwalam sobie wyrazić moje najgłębsze uznanie tym, którzy nie bacząc na grożące im niebezpieczeństwo, tak wspaniale spełnili swoją powinność – mówił mi Henryk Buszko, którzy podczas niemieckiej okupacji uczęszczał na tajne komplety w Nowym Targu. – Nie sposób wymienić wszystkich imion naszych „darczyńców". Byli to: Pius Jabłoński, Leon Koczur, Daria Kopystiańska, Stanisław Zawiła i wielu innych, których też zachowamy na zawsze w swej wdzięcznej pamięci. To oni swą postawą i determinacją uczyli nas patriotyzmu. To dzięki nim w naszym środowisku, byłych uczniów „naszej budy", czyli gimnazjum i liceum im. Seweryna Goszczyńskiego w Nowym Targu budził się coraz większy opór i chęć do aktywnego udziału w walce zbrojnej z okupantem. Wielu z nas poniosło duże konsekwencje swej postawy, włącznie ze śmiercią... O tym nie wolno nam zapomnieć.

To w takich warunkach narodziła się ta głęboka trwająca dziesiątki lat przyjaźń. - W czasie okupacji mieliśmy okazję stworzyć własne środowisko intelektualne młodzieży złożone zarówno z tej uczęszczającej przed wojną do gimnazjum w Nowym Targu, jak i tej, która do nas się przyłączyła – wyjaśniał mi Henryk Buszko.

Regularne spotkania grupy przyjaciół były od 1969 roku, ostatnie marcowe ze względu na wiek zostało zorganizowane w Krakowie u Dziuni, jak nazywają swą koleżankę profesor Władysławę Fudalewicz – Niemczyk. Była na nim też Stenia, niezwykle ważna osoba w tym gronie, robiąca między innymi wszelkie rozliczenia. - To niesłychanie ważna osoba w naszym gronie, a przy tym wielka osobowość! – mówiła o Steni Dziunia, prof. Władysława Fudalewicz - Niemczyk.

Sama jednak Pani Stefania była zawsze bardzo skromna, niewiele o sobie mówiąca, woląca dobrze mówić o innych. – Jestem emerytowaną nauczycielką fizyki i chemii, byłam dyrektorką szkoły podstawowej, mieszkam koło Opoczna – krótko opowiedziała mi przed laty o sobie. Chętnie mówiła jednak o księdzu Stanisławie Kudelskim po wojnie przeniesionym do Krakowa do parafii św. Szczepana. – Miał inny sposób wykładania religii niż ks. Pilchowski, który nie patrzył nam w oczy, a przed siebie – mówiła Stefania Kotlarczyk. – Jego lekcje były bardzo ciekawe, uporządkowane. Pobudzały do dyskusji. Cieple mówiła i o profesorze Stanisławie Zawile. – To był człowiek renesansu, przyjaciel młodzieży! Stworzył chór złożony z pięciu pięknie śpiewających dziewcząt. Uczył nas śpiewać sopranem, ale także i scenografii, fotografii, biologii, wychowania fizycznego. Cudownie mówił też gwarą góralską...

Kim był ów profesor? Barwnie mi o nim opowiedzieli członkowie tej niezwykłej grupy przyjaciół. - Stanisław Zawiła, pochodził z Nowego Targu. Dość wcześnie zmarł mu ojciec. Jego mama prowadziła restaurację przy ulicy Szkolnej. Po śmierci męża została z trójką dzieci. On sam po skończeniu gimnazjum ukończył studia na Uniwersytecie Jagiellońskim na wydziale biologiczno – przyrodniczym. Zrobił też kurs z wychowania fizycznego. Pracę rozpoczął w Chorzowie. To tam dla uczniów organizował kursy zimowe i wyprawy w góry. Uczył ich jazdy na nartach. Pozyskiwał z dużą łatwością wśród bogatszej warstwy społecznej fundusze na te wyjazdy. Tuż przed wybuchem II wojny światowej przyjechał na czas wakacji do domu i pozostał już w Nowym Targu. Uczył na kursach przygotowawczych biologii i wychowania fizycznego. Wiele zrobił dla środowiska nowotarskiego. Był powiązany z ludźmi związanymi z podziemiem Konfederacją Tatrzańską. Zmarł w czasie okupacji.

Stefania Kotlarczykowa, zmarła mając 89 lat w szpitalu w Łodzi 23 maja. Chorowała krótko lecz intensywnie. Jeszcze dwa miesiące wcześniej odwiedziła swą przyjaciółkę prof. Władysławę Fudalewicz – Niemczyk w Krakowie. W spotkaniu udział wzięli i inni z grupy przyjaciół. Był Henryk Buszko, Irena Jaskier – Bąkowska oraz Leszek Franta. – Odeszła kolejna osoba z naszej grupy, pokolenia, które gimnazjum w Nowym Targu im. Seweryna Goszczyńskiego ukończyło w 1939 roku – mówił dziś Henryk Buszko.

Dziś dziękuję Pani Steniu za długie godziny mi poświęcone. Za to, że to także dzięki Pani mogłam spisać wiele niezwykłych historii z życia Stolicy Podhala i jej mieszkańców i wydać je w książce. Na zawsze pozostanie Pani w mym sercu. Dziękuję.