W tych strojach „Milusioki", przy wtórze łopuszniańskiej kapeli, która towarzyszyła im od początku, mogły już wystąpić przed gośćmi zaproszonymi na finał projektu. Scenariusz i teksty do przedstawienia, w którym pobrzmiewały i góralskie, i spiskie nuty, napisała inna dobra dusza zespołu – pani Stanisława Szewczykowa z Łopusznej, wieloletnia kierowniczka tamtejszego zespołu.

Takiego Janicka serdusko by fciało,
Co umie zatońcyć, zaśpiewać wesoło!
- rozlegało się ze świetlicy Ośrodka podczas występu „Milusioków".

Oni sami o swojej radości wiele by pewnie nie umieli powiedzieć, ale mówiły ich wyrzucane w górę ręce, śmiejące się oczy, sprawne w cyfrowaniu i tanecznych podskokach nóżki, rumieńce podekscytowania na buziach, nawet łzy w oczach. Góralska muzyka działała na nich tak czarodziejsko, że wielu cały czas podrygiwało, kołysało się do taktu. Wcześniej nie mieli szans, by realizować się artystycznie, teraz ich świat się odmienił. Dzięki pomocy wielu ludzi dobrej woli.

W geście solidarności z „Milusiokami" dyrektor Ośrodka, Tadeusz Kalata i pani wicedyrektor, Małgorzata Chowaniec, witali gości finału u drzwi w ubiorze z akcentami regionalnymi.