Dobrze kumoter radzi... Fot. Anna SzopińskaNOWY TARG – REGION. – No toś sie dozynił!.. - z rozpaczą jęknął kumoter, zbierając z dyli to, co po jego kompanie, góralskim zawadiace zostało. I ten żałosny jęk starczył za całą puentę spektaklu, jakim „Śwarni" uraczyli nowotarską publiczność. Gdy słali zaproszenia na widowisko według gawędy Anieli Gut-Stapińskiej „Chłopskie niescęście", już było wiadomo, że „dadzą czadu". I nie zawiedli się widzowie.

Molestowanie Józka Fot. Anna SzopińskaPost jest - to - Piykno koza... Fot. Anna Szopińskaprawda.W karczmie Fot. Anna Szopińska Czyli nie W karczmie Fot. Anna Szopińskapora na W karczmie Fot. Anna Szopińskaswawolę, Muzyka Fot. Anna Szopińskaale MarcinDuch Piporosa Fot. Anna Szopińska Kudasik – Duch Piporosa Fot. Anna Szopińskagłówny W karczmie Fot. Anna Szopińskasprawca Powrót do chałupy Fot. Anna Szopińskatych Powrót do chałupy Fot. Anna Szopińskanieprzystojności Cios na dzień dobry Fot. Anna Szopińskai szaleństw na Małżeński ring Fot. Anna Szopińskascenie umiał - No toś sie dozynił... Fot. Anna Szopińskasiebie i Już po walce Fot. Anna Szopińskawidzów Brawa dla aktorów Fot. Anna Szopińska(aż płaczących Brawa dla aktorów Fot. Anna Szopińskaze śmiechu) zmyślnie rozgrzeszyć:

- Czas postu – czas umartwień. Mam nadzieję, że oglądanie nas było dla was umartwieniem i duszy, i ciała...

Fakt – litość nad sponiewieranym, potarganym, stłuczonym na kwaśne jabłko bohaterem musiała być wielka. Ale i pociecha ogromna dla wszystkich chłopów na widowni, że – wracając do domu – nie zostaną powitani taką furią złości, powodzią obelg i kuksańców, jaką Bogu ducha winnego chłopa częstowała od progu jego ślubna „suszyca z wolem". A częstowała z taką wprawą i fantazją, że jej samej trudno było na scenicznych deskach opanować śmiech.

Nieszczęsne chłopisko w nieskończoność by pewnie znosiło swoją nędzną dolę i seksualne molestowania, gdyby złej babie od tego wrzasku krowy się nie „wysuszyły" i nie musiała pognać Józka „na jarmak" po kozę.

W chałupie odwagi nie miał w sobie Józek ani krzty, jednak droga ku miastu, pełna paniuś powabnych; „jarmak", kramy, kumotry, szynkwas, gdzie stukają o siebie kufle i flasze, tumult, muzyka – to inny świat... Dowiózł do miasta tylko kopę potłuczonych jaj, ale nic to.

Znalazł tam zahukany, dobity Piporas i zrozumienie, i pocieszenie, i dobrą radę: - Nie doj się, babe bij!
Jak już ciężkiego łba nie mógł podnieść znad stolika zastawionego szkłem i aluminium – zasnął w karczmie snem odważnych. I duch z niego wyfrunął, żeby tańczyć, bawić się, igrać ze swawolnymi dziewuchami.
Przebudzenie było ciężkie, ale postanowienie mocne: już się więcej wściekłej babie poniewierać nie da.

Uwiązał więc na postronek do wozu starego barana - co go w pijanym widzie kupił jako kozę – i w drogę ku chałupie.

Szło mu niesporo, bo to i z koniem trzeba zakurzyć, i pogwarzyć, i dychnąć trochę...
Ale dotarł i zwalił się do spania. Od rana – wrzask, złorzeczenia i bitka... Piporos już jednak mądry był radami kumotrów od flaszki. I jak się nie postawi obmierzłej babie...

W okamgnieniu scena zmieniła się w małżeński ring – z całą jego poetyką, otoczką i muzycznym podkładem. Miała swoich kibiców i ekipę Józkowa baba, miał też on. Od tych wypadów, ataków, zwarć, natarć, podskoków i sromotnych upadków kurz szedł z desek. No i doigrał się Józek Piporas, „wypierdek marusyniański, ciućmok zatracony"... O własnych siłach już nie wstał z dyli.

Taki hołd oddali babskiej mocy „Śwarni" przed 8 marca.

Czego dokazali na scenie – opisać trudno. Sama łóżko (na kółkach, z numerem rejestracyjnym), zmieniało się co rusz: z małżeńskiej łożnicy w drabianiasty wóz, z wozu – w jarmarkowy kram, z kramu – w szynkwas. Reżyserska fantazja Marcina i jego kompanii była niespożyta. Do tego spektakl nurzał się w żywiole góralskiej muzyki – i tej, co od wieków rozbrzmiewa po dziedzinach i tej, co ją (tfu!...) pop-kultura roznosi po dyskotekach, knajpach, biesiadach, dworcach PKS-u.

Scenograficznych pomysłów – jako choćby na kozę i barana – było multum i wszystkie tylko wzmagały uciechę. Wyzwiska – majstersztyk... Aktorskie kreacje – brawurowe. Tempo akcji – momentami zawrotne. Sala – pełna pod wierzch.

Po tych breweriach – już tylko Rekolekcje z Tischnerem...