O Adamie Kozaczce - Ania Dziubas Fot. Anna SzopińskaNOWY TARG. – To niesamowite, z jaką życzliwością spotykaliśmy się, próbując zgromadzić na wystawę prace Adama Kozaczki – przyznała Ania Dziubas, szefowa nowotarskiej Galerii sztuki BWA „Jatki", otwierając ekspozycję osobliwą jak sam nieżyjący już autor prac. Adam Stanisław Kozaczka zmarł w 1999 r., nie zostawiwszy klucza do swojej sztuki. Przed życie przeszedł jako postać znana wielu, charakterystyczna, rozpoznawalna, lecz zagadkowa bardzo; przeważnie milcząca.

Dar doktora Stanisława Greli Fot. Anna SzopińskaFaktówDar doktora Stanisława Greli Fot. Anna Szopińska z jego Dar doktora Stanisława Greli Fot. Anna Szopińskażycia Z lewej - siostra artysty, Janina Kozaczka-Głut Fot. Anna Szopińskaudało Z katalogiem - Wanda Szado-Kudasikowa Fot. Anna Szopińskasię zDominika i Gabriel Wolscy Fot. Anna Szopińskaebrać Z cyklu diabłów Fot. Anna Szopińskagarść i Obraz na płótnie Fot. Anna Szopińskazostały Z cyklu diabłów Fot. Anna Szopińskapomieszczone Jakby ludzka postać Fot. Anna Szopińskaw towarzyszącym Jakby ludzka postać Fot. Anna SzopińskawystawieZ cyklu diabłów Fot. Anna Szopińska „Adam Na wernisażuStanisław Z cyklu diabłów Fot. Anna SzopińskaKozaczkaZ cyklu diabłów Fot. Anna Szopińska – malarstwoJarmark Fot. Anna Szopińska i rysunek" Witrażowa abstrakcja Fot. Anna SzopińskakataloguDiabeł czarnomorski Fot. Anna Szopińska z tekstamiOd lewej: Stanisław Watycha, Wanda Szado, Józef Borowicz Fot. Anna Szopińska Beaty Z cyklu diabłów Fot. Anna SzopińskaZalot i Z cyklu diabłów Fot. Anna SzopińskaDominiki Z cyklu diabłów Fot. Anna SzopińskaWolskiej, Pierwsza Rada Miasta Fot. Anna SzopińskawydanymRysunki Fot. Anna Szopińska z finansową Z cyklu diabłów Fot. Anna Szopińskapomocą Podhale Fot. Anna Szopińskamiasta.

AbsolwentOd lewej - Tadeusz Morawa Fot. Anna Szopińska „Goszczyńskiego", Obraz na płótnie Fot. Anna Szopińskapotem krakowskiej Akademii, gdzie studiował malarstwo, grafikę i tkaninę artystyczną, swój powrót do Nowego Targu poprzedził kilkuletnią bytnością w stolicy. Wiadomo, że przez czas jakiś kierował Muzeum Lenina w Poroninie, że pracował w NZPS „Podhale", że mieszkał z matką do jej śmierci. Ale to niewiele...

Postać nietuzinkowego artysty w jasnym prochowcu lub czarnym paltocie, kryjącego oczy pod rondem kapelusza – intrygowała, i ciekawiła. Nawet blokową dzieciarnię, znająca z widzenia pana, który wyglądał trochę jak ktoś z paryskiej cyganerii artystycznej.

Wśród znajomych, w miejscach, gdzie lubił przychodzić lub przesiadywać, krążyły anegdoty o jego zachowaniach i humorach, bo był to ktoś pełen silnych, wyrażanych we właściwy jemu sposób emocji. Wernisaż w „Jatkach" stał się okazją do przypomnienia tych anegdot, a dystans czasowy sprzyjał opromienieniu ich humorem. Był zresztą wernisaż spotkaniem ludzi, którzy użyczyli na wystawę prac Adama Kozaczki ze swoich kolekcji, także – jak doktor Stanisław Grela – darowali je Galerii. Dzieła pochodzą z prywatnych zbiorów Janiny Kozaczki-Głut, Piotra Głuta, Bogumiły i Józefa Borowiczów, Haliny Suskiej-Dziubas, Wiesława Krauzowicza, Tadeusza Morawy, Anny i Marcina Ozorowskich, Moniki i Olgierda Pustówków, Wandy Szado-Kudasikowej, Stanisława Watychy, Ewy i Tadeusza Zborowskich, rodziny Ziembów, Lesława Kozaka.

Po wystawie – końcem lat sześćdziesiątych – w szwedzkim Linkoping, gdzie abstrakcyjne, zaskakujące kompozycją i kolorystyką dzieła nowotarskiego malarza i rysownika wzbudziły duże zainteresowanie, jego artystyczna kariera być może rozwinęłaby się szybko. Przeszkodziła w tym jednak jakaś właściwość psychiki niewątpliwie bardzo utalentowanego i dobrze wykształconego artysty, która co jakiś czas mocniej wyobcowywała go z otoczenia. Może dlatego jego sztuka stawała się coraz bardziej introwertyczna, zagadkowa, nigdy jednak nie przestając zdumiewać kompozycją i kolorystyką.

Mocne, czarne linie nadawały jego obrazom - malowanym przeważnie na płycie pilśniowej - jakby witrażowy charakter. Barwne plamy, kolory raz uładzone, a raz gryzące się, budowały dramaturgię abstrakcyjnych, lecz zawsze inspirowanych jakąś realnością przedstawień. Cykl „diabłów" pewnie prosiłby się o zastosowanie takich narzędzi interpretacyjnych, jakie daje psychoanaliza Zygmunta Freuda.

W każdym razie pełno na tych obrazach postaci i kształtów rogatych, zębatych, dziobatych, kolczastych. Twarze „diabłów" raz straszą, raz rozbawiają. Sposób ich malowania, jakaś symboliczność to zapewne kod, z pomocą którego Adam Kozaczka wyrażał swoje emocje i zdanie o otaczającym go „realu", tworzył wizerunki konkretnych osób. Modelowym przykładem jest tu „Pierwsza Rada Miasta".

Dzieła największego bodaj oryginała wśród nowotarskich artystów były w jego rodzinnym mieście wystawiane kilkakrotnie, retrospektywna ekspozycja w „Jatkach" jest jednak najpełniejszym do tej pory przeglądem dzieł z różnych faz jego twórczości. Będzie do oglądania przez trzy tygodnie. Zanim jednak została oficjalnie otwarta, wielu już przywiodła na nią ciekawość. Może też poszukiwanie klucza do zagadkowej osobowości i intrygującego malarstwa.