wizspekNOWY TARG. O świętości, ludzkim powołaniu, sumieniu, nawróceniu, wierze i polskich klimatach lat realnego socjalizmu nie musi się mówić na „wysokim C". Dowiódł tego Marcin Kobierski, reżyser i autor scenariusza spektaklu „Wizyta - czyli jak witano Jana Pawła II na Podhalu".

Premierowy spektakl, który krakowski aktor przygotował z grupą aktorów-amatorów działającą przy parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa – w niedzielne popołudnie obejrzało kilkuset widzów. Będzie on wystawiony dwukrotnie jeszcze w czerwcu, w rocznicę pamiętnej mszy na lotnisku w 1979 r. Stanowi jeden z punktów szerokiego programu upamiętnienie kanonizacji.

Rzecz, którą można nazwać podhalańskim „Ranchem", jest zagrana brawurowo, w dobrym tempie, pełna komediowych dialogów i sytuacji oraz zabawnych scenograficznych trików, ale kończy się poważnie.

Życie w zaściankowym Zagórzu ma swój własny rytm – dwa bieguny tego prowincjonalnego, naznaczonego bylejakością bytowania to gabinet naczelnika i plebania. W swoisty sposób demonstrują się też socrealistyczna ideologia i religijność. Można w tym nawet dostrzec pewną przekorną paralelność: gdy skupieni wokół naczelnika towarzysze-tajniacy, towarzyszka Bożena i pani nauczycielka ze szkolną dziatwą triumfalnie defilują w 1-majowym pochodzie, machając czerwonymi chorągiewkami, by potem rzucić się na zakąskę i do wypitki, kobiety zbierają się przy kapliczce na modłach i odmawianiu litanii. Zbyszek pije na umór, nie mogąc znieść bólu istnienia i ciśnienia rzeczywistości. Doprowadza tym do rozpaczy i żonę, i córkę.

Syn naczelnika, Wojtek, jeździ na „składaku" i kocha się w Hance, ale nikt młodym szczęścia nie wróży, bo „ona niebieska, a on czerwony". Na wieść o zamiarze pobrania się tej pary w kościele, naczelnik reaguje tak, jak można się spodziewać: „ – Po moim trupie!".

Ale dziarskie niewiasty już potrafią pokazać swojemu ziomkowi w milicyjnym mundurze, gdzie mają jego próby egzekwowania zakazu zgromadzeń – zbrojny w pałkę Leszek nie bez szwanku na ciele kończy swoją konfrontację z wolą ludu, ściślej z piękniejszą tego ludu połową.

Ten dwubiegunowy porządek rzeczy i mikroświatek przewraca nagle do góry nogami wieść przywieziona naczelnikowi przez podejrzanie młodą pracownicę ministerstwa: do Zagórza ma przyjechać papież. I ma być przyjęty z honorami należnymi głowie państwa – „nawet jeśli wrogiego państwa". Nikt nie wie, dlaczego akurat do Zagórza, ale wszyscy czują jedno: będzie skandal...

Wieść roznosi niezawodna agencja informacyjna – księża gospodyni (oczywiście z nakazem milczenia).

Poczucie wstydu szybko zamienia się więc w gorączkę przygotowań, sprzątania, krzątania, kombinowania, jak przyjąć, jak powitać, czym ugościć Głowę Kościoła. Szał przygotowań obejmuje wszystkich – naczelnika proboszcza po szkolny chórek, który diametralnie zmienia swój repertuar, niemal o apopleksję przyprawiając towarzyszkę Bożenę. Zbszek ślubuje rozstanie z flaszką, naczelnik natychmiast trzeźwieje i wbija się w marynarkę z orderami.

Co więcej – ujawnia się nagle sekretne życie Zagórza: tajniak śledzi tajniaka, a obaj zachodzą do proboszcza: jeden na partyjkę szachów, drugi po zakazane książki i „świeżego Miłosza". Milicjant Leszek hamletyzuje, nie wiedząc, czy mpże przyjąć księże zaproszenie na herbatę. Dochodzi do spotkania na szczeblu – między naczelnikiem a proboszczem. „ – Torturowali?!.. – z troską pyta duchownego gosposia po jego powrocie z gniazda komunistycznej władzy. Pani nauczycielka nabiera niezwyklej odwagi, ćwicząc z chórkiem „Barkę" i wiersze o szczęśliwości niebiańskiego żywota.

Niezwykłość sytuacji najpełniej ujawnia się jednak nocą. Księżej gospodyni sen z powiek spędza menu dla papieża, Towarzyszkę Bożenę (z odznaczeniami na czerwonym szlafroku) budzi senny koszmar, w którym... sama też się nawróciła. Zbyszek definitywnie żegna się z flaszką, milicjant Leszek niezdarnie szuka usprawiedliwień w powinności służby, ale cierpi na sumieniu. Nauczycielka czyta papieskie kazania.

W tym też nocnym czasie akcja przenosi się w inny wymiar - dla wyjaśnienia, co jest prawdziwą przyczyną nagłych nawróceń, przemian, refleksji, odwagi. Otóż to młodszy rangą aniołek wpadł na pomysł podania się za pracownicę ministerstwa i poruszenia serc zatwardziałych zagórzan niecodzienną wieścią. Potem z radością patrzył, co sie dzieje...

Ale w po reprymendzie od Gabriela musi teraz odwołać rewelację o papieskiej wizycie i powiedzieć ludziom prawdę – że gościa nie będzie. Rad nie rad, jeszcze raz wskakuje w skórę pracownicy ministerstwa i odwiedza naczelnika...

Ale cóż to?.. Rekcją obu biegunów na odwołanie wizyty wcale nie jest ulga, tylko zawód i smutek. „ – A myśmy nawet chałupy pomalowali, element społeczny naprawili..." – żalą się rozczarowani ludzie. Nawet aniołowi serce się kraje, ile ludzkich wysiłków i mocnych postanowień poszło na marne.

Finał wzajemnego obwiniania się o fiasko spodziewanej, już tak oczekiwanej wizyty, to wezwanie: „ – Towarzysze, do broni!..." i bitewny tumult.

Wojtek z Hanką na „składaku" postanawiają uciec z Zagórza do miasta. Zbyszek znów wita się flaszką, bo przecież papież nie przyjedzie...

Wszakże znowu przychodzi noc. I na tych zagubionych, niepoprawnych, słabych, lękliwych, uwikłanych wylewa się niebieskie światło. Odzywa się dobrze znajomy głos: „ – Musicie być mocni – musicie myć mocni mocą wiary, mocą nadziei... - Drodzy bracia i siostry! Proszę was, abyście mieli ufność, nawet wbrew każdej swojej słabości...".

Starszy i młodszy anioł mogą „przybić piątkę".

Tak ludzka rzesza została złowiona w sieć – inną niż sieć systemu, powinności, słabości, niemocy, własnych wyobrażeń, ograniczeń, strachu, w której szamotała się wcześniej jak zduszone ryby.
Sieć to dyskretny, ale jakże symboliczny i najważniejszy element „bylejakiej" scenografii widowiska. Znów jesteśmy w Zagórzu – tym samym, ale nie takim samym.

- Ojciec Święty niech przyjeżdża do państwa – często niech przyjeżdża... - życzył wywołany w finale na scenę reżyser i sprawca spektaklu, Marcin Kobierski. Podziękowania od aktorów były i dla niego, i dla ks. Józefa Urbańczyka, który nad wszystkim czuwał, i dla Krzysztofa Łapsy, bo on zorganizował grupę.

Tutaj -  galeria zdjęć:

Premiera "Wizyty"

Fot. Anna Szopińska