janjachBUKOWINA TATRZAŃSKA.Wrześniowy wieczór pod Tatrami przynosi zawsze spotkanie z tajemnicą natury. Tym razem, w miniony piątek, ten wieczór dodał wielki ładunek kultury regionalnej – dzięki wernisażowi wystawy malarstwa na szkle Jana Jachymiaka w Domu Ludowym im. Franciszka Ćwiżewicza.

Było to kolejne wydarzenie z cyklu „Dusza na dłoni", którego organizatorem od dwóch lat jest Bukowiańskie Centrum Kultury. Tym razem mieliśmy okazję spotkać niecodziennego artystę, nestora malarstwa na szkle – Jana Jachymiaka. Artysta przedstawił cykl obrazów pod wspólnym tytułem „Pasterstwo".

Gospodarzem wieczoru był dyrektor centrum, regionalista i muzyk Bartek Koszarek-Benkowy, który przedstawił zacnych gości, m. in. członka zarządu Województwa Małopolskiego Jacka Krupę, starostę tatrzańskiego Andrzeja Gąsienicę-Makowskiego, prezesa ZG Związku Podhalan Andrzeja Skupnia, członka zarządu Rady Powiatu Tatrzańskiego Zbigniewa Proszowskiego, Piotra Kohuta – głównego bacę „Redyku Karpackiego 2013", wójta Gminy Bukowiny Tatrzańskiej Stanisława Łukaszczyka.

Z inicjatywy starosty tatrzańskiego, w imieniu marszałka Małopolski, Jacek Krupa wręczył artyście złotą odznakę za zasługi dla Województwa Małopolskiego „Krzyż Małopolski". Warto nadmienić, że ta odznaka nawiązuje do krzyża stojącego na Giewoncie. Na awersie umieszczony jest herb Małopolski, a na rewersie napis „Na Was zawsze można liczyć".

O malarzu z Tylmanowej kilka słów powiedział „artysta słowa" Gąsienica-Makowski. – Każdy artysta przenosi z nicości do rzeczywistości. W wypadku Pana Jana to przenoszenie ma olbrzymią siłę wyrazu, jest ekspresją własnych i świata emocji. A mnie jest szczególnie bliskie przez temat pasterstwa.

Pod koniec spotkania rozmawiałem z Janem Jachymiakiem o jego artystycznej drodze.

- W ubiegłym roku zetknąłem się w kilku miejscach z Redykiem Karpackim. Byłem w Tylmanowej, na Błyszczu, w Gorcach i Zakopanem. Tak silnie przeżyłem ten temat, że wkrótce powstał tryptyk „Brońcie pasterstwa". Minął pewien czas, ale nie minęły wrażenia i przyszły wspomnienia z dzieciństwa. Zacząłem malować to wszystko, co w pasterstwie jest ważne, co wywołuje emocje. Dziś pasterstwa prawie nie ma, a z niego wypływa życie i kultura naszego regionu – mówi góral rodem z Tylmanowej.
Przeorana długim życiem twarz artysty „bije" wnikliwym spojrzeniem, ponad naszymi głowami, myśl przebija drewniane ściany bukowiańskiej galerii i wędruje po okolicy.

Oszczędny w słowach artysta, uchyla rąbka tajemnicy z przeszłości.

- Przed wojną malował na szkle mój ojciec Antoni. Mieszkaliśmy w Tylmanowej, małej pasterskiej wiosce. Była bieda, owce dawały wszystko – jedzenie, odziewek i spokój życia. Przyszła wojna i było jeszcze trudniej, moje ciotki pomogły przeżyć ten trudny okres. Ja w domu rzeźbiłem w drewnie, a pod wpływem ojca próbowałem malować na szkle.

Po wojnie Jachymiak ukończył Szkołę Przemysłu Drzewnego w Zakopanem. W szkole poznał, m. in. technikę malowania na szkle.

- Zacząłem malować za namową profesora Jana Miklaszewskiego, gdy miałem kilkanaście lat. Było trudno o materiał malarski, ale w szkole mieliśmy.

Od lat pięćdziesiątych powstają jego pierwsze samodzielne prace malarskie. Od początku pracy twórczej góral Jasiek fascynuje nawet profesjonalnych malarzy i krytyków sztuki, przede wszystkim oryginalną kompozycją i niezwykłym zestawieniem kolorów.

Rozglądam się po wystawie w bukowiańskiej galerii razem z artystą z Bańskiej Bystrzycy i malarzem na szkle z Zakopanego. Obecny artysta, choć już człowiek „mocno" po osiemdziesiątce, nie stracił nic ze swej silnej odrębności artystycznej. To nas uderza w każdym obrazie.

W latach pięćdziesiątych Jachymiak namalował na szkle stacje Drogi Krzyżowej do kaplicy Najświętszego Serca Jezusowego w Jaszczurówce i stacje Drogi Krzyżowej do kościoła NMP Królowej w Murzasichlu. Przez mieszkańców Tylmanowej i okolic nazywany był „Sabałą". Ta miejscowość od dziesiątków lat była kolebką twórczości ludowej na wysokim poziomie. Młynarczyk – Karol i Ludwik, Gabryś – Józef i Franciszek, Jan Zienianek, Helena Sułkowska-Pawlik i Jan Jachymiak są to nazwiska artystów, którzy rozsławili tylmanowską wieś niemal na całym świecie.

- Do Ameryki wyjechałem na zaproszenie Polonii z Chicago i jak wielu górali w tym czasie zostałem na stałe. Ameryka to jeden wielki „Meksyk" - dużo, szybko, plastikowo. Trochę zwariowany świat. Długo czekałem, żeby wrócić do domu i wróciłem.

Jan Jachymiak jest przykładem polskiego artysty, który w Ameryce zdobył wykształcenie - ukończył Chicago Technical College, uznanie – prezentował swoje prace w galeriach, m. in. Chicago, Los Angeles, Cincinnati, Milwaukee i co najważniejsze zetknął się z amerykańską pop kulturą, która ugruntowała jego myślenie o kulturze i tradycji podhalańskiej. Za „Wielką Wodą" przylgnęło do niego określenie „Picasso z Tylmanowej".

Na początku lat osiemdzisiątych artysta zrezygnował z malowania na szkle. W 2000 roku wrócił do Polski w rodzinne strony. Do opisywania rzeczywistości intensywnym kolorem na szkle wrócił w 2010 roku. „Po drodze" Muzeum Tatrzańskie zorganizowało w swoich podwojach dwie jego indywidualne wystawy.

- Panie Janie, co dla Pana jest najważniejsze w życiu?

Zamyślił się, spojrzał na mnie, dobrodusznie uśmiechnął się i powiedział:

- Samo życie, a szczególnie wśród swoich.

Wystawę Jana Jachymiaka można oglądać do 18 września b.r. Polecam ją Państwu gorąco. Następna okazja może być za lat ...?

Malarstwo na szkle Jana Jachymiaka

Fot. Adam Kitkowski