jackepietrzak6

PIŁKA NOŻNA. Legia Warszawa, Górnik Zabrze, Korona Kielce czy Sandecja Nowy Sącz. W tych klubach mógł grać gdyby dopisało mu szczęście. Nie dopisało i Jacek Pietrzak – bo to on jest kolejnym naszym bohaterem – musiał zadowolić się grą na poziomie 2 ligi.

Sport ma w genach. Pochodzi z bardzo usportowionej rodziny. Jego mama Barbara rekreacyjnie uprawiała siatkówkę i pływanie, tata Kazimierz - choć przylgnęło do niego imię Marek - był zawodowym piłkarzem. Reprezentował barwy Sandecji Nowy Sącz , GKS Jastrzębie, Naprzodu Rydułtowy i Wisłoki Dębica.

Piłkarzem – ale już na niższych szczeblach - był też wujek Jerzy (brat taty). Także dwaj bracia Jacka: o 4 lata starszy Sebastian i o rok młodszy Marcin uganiali się po boiskach za futbolówką.

Mały Jacek w piłkę grać zaczął w „zerówce”. Pierwszym jego klubem był Lubań Tylmanowa, gdzie trenerem był jego tata. Stamtąd trafił do Sokolicy Krościenko i zaliczył też krótki epizod (dwa mecze) jako gracz Jarmuty Szczawnica.

lp1

Mając 16 lat, za namową Ryszarda Darlewskiego pojechał do Krakowa na test mecz organizowany przez Wisłę Kraków.

- Wiem, że graliśmy przeciwko jakimś młodym zawodnikom Wisły. Z meczu nic nie pamiętam. Zagrałem i wróciłem do domu.

Do Wisły ostatecznie nie trafił, ale to właśnie na tym test meczu wpadł w oko trenerowi Piotrowi Śmietanie, który wtedy prowadził drużynę Dunajca Nowy Sącz w Małopolskiej Lidze Juniorów.

- Przystałem na ofertę, ale nie przeniosłem się do Nowego Sącza. Nie chciałem zmieniać szkoły. Chodziłem do Liceum w Krościenku. Mój dzień więc wyglądał tak, że po lekcjach wsiadałem busa i jechałem na trening. Do domu wracałem późnym wieczorem.

lp3

Z czasem grę w juniorach Dunajca zaczął dzielić w grą w drużynie seniorów, która występowała na poziomie 5 ligi. Zaczęły się też pojawiać pierwsze zapytania, a następnie zaproszenia z klubów z najwyższej krajowej półki.

Najpierw była Korona Kielce, a potem Legii Warszawa. Szczególnie pobyt w stolicy rozbudził w sercu Jacka marzenia o karierze z prawdziwego zdarzenia.

- Legia wtedy szukała zawodników do drużyny Młodej Ekstraklasy. Wydawało się, że jadę tam na jeden dzień, a spędziłem tydzień. Każdego dnia zawodnicy przyjeżdżali i odjeżdżali. Koniec końców zostało nas trzech. Wyobraźnia zaczęła pracować. Dostaliśmy wizytówki i… na tym koniec. Telefon z Legii nie zadzwonił.

W Dunajcu spędził jeszcze kolejnych kilka miesięcy, po czym wrócił do Szczawnicy by pomóc tacie, który był wówczas trenerem Jarmuty.

- To była wtedy B klasa. Po rundzie jesiennej pojawiła się szansa by wiosną powalczyć o awans. A że tacie się nie odmawia….

Cel udało się osiągnąć, a sam Pietrzak walnie się do tego przyczynił. Tylko w pierwszych pięciu meczach zdobył 8 goli. W spotkaniu „na szczycie” Jarmuta - Gorc Ochotnica (3:0) pokonał bramkarza lobem po minięciu trzech rywali i zanotował dwie asysty. Z kolei w meczu Wicher Dursztyn - Jarmuta (2:4) zaliczył hat-trick.

Kolejny sezon także rozpoczął w klubie ze Szczawnicy, ale zimą przeniósł się do czwartoligowego Lubania Maniowy. Spędził tam kolejne dwa i pól sezonu najpierw przy trenerze Bartłomieju Walczaku, a potem Marku Żołędziu.

- Rewelacyjny czas. Mieliśmy super zespół. Prawdziwy kolektyw na boisku i poza boiskiem. Byliśmy po prostu kolegami, a na murawie walczyliśmy w myśl zasady jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Do tego obaj trenerzy, którzy doskonale rozumieli ten zespół. To przekładało się na wyniki

jacekpietrzak1

Z Lubaniem w sezonie 2009/2010 Pietrzak wywalczył historyczny – dla całej podhalańskiej piłki - awans do 3 ligi i …. obrał kurs na Limanową.

Został zawodnikiem Limanovii, w meczu przeciwko, której w barwach Lubania zdobył 3 gole. I to jakie. Pierwszego - a’la Zlatan Ibrahimovic w mecz Szwecji z Anglią w 2012 roku - z przewrotki z około 30 metrów, gdy bramkarz chciał wybić piłkę głową z okolicy linii pola karnego, jedną bocznymi „nożycami” i jedną z woleja. Mecz zakończył się wygraną Lubania 5:0

- Kto wie, może ten mecz zadecydował o zainteresowaniu moją osobą ludzi z Limanovii. Z finansowego punktu widzenia oferta była bardzo atrakcyjna. Firma Szubryt wówczas została sponsorem. Plany były bardzo ambitne. Ja miałem być ich częścią. Skusiłem się.

Tamten sezon spędzony w Limanovii to przede wszystkim niezapomniana przygoda w Pucharze Polski i sensacyjna wygrana 1:0 nad ekstraklasową Lechią Gdańsk. W kolejnej rundzie do Limanowej przyjechała Wisła Kraków. Gospodarze znów mocno postraszyli potentata krajowego futbolu, ale tym razem ulegli – nieznacznie – 1:2. W obu tych spotkaniach Pietrzak wybiegł w podstawowej „jedenastce” Limanovii.

Jacekietrzak3

W trakcie pobytu w Limanowej zainteresował się nim Górnik Zabrze i zaprosił go na tygodniowe testy.

- Grając w Limanovii, studiowałem również na krakowskim AWF. Na treningi Górnika jeździłem samochodem trenera Bogdana Zająca, który był asystentem Adama Nawałki. W drodze do Zabrza mieliśmy mnóstwo czasu na rozmowy. Bardzo miło je wspominam. Dużo z nich wyniosłem.

Po tygodniu Pietrzak znów musiał obejść się smakiem. Co gorsza im było bliżej końca sezon tym coraz bardziej zaczęły doskwierać mu problemy zdrowotne. We znaki dawały m się urazy mięśniowe. Nie dograł sezonu do końca. Rozwiązał kontrakt z Limanovią i ponownie został zawodnikiem Lubania.

Daleko jednak było mu do pełni zdrowia. Lubań tez już nie był t drużyną, którą spotkał za pierwszym razem. Skutkiem tego był spadek z 3 ligi. Po Pietrzaka ponownie zgłosiła się Limanovia, która wtedy grała już w 2 lidze, a trenerem zespołu był Dariusz Siekliński.

- Trener chciał mnie od początku sezonu. Wiedział jednak o moich problemach ze zdrowiem. Umówiliśmy się więc, że jesienią skupie się na wyleczeniu tych urazów i jak będzie wszystko w porządku to wiosną widzi mnie w swoim zespole. No i tak też zrobiłem. Kilka miesięcy rehabilitacji dało fajne efekty. Wzmocniłem się fizycznie. Nabrałem masy. Czułem się rewelacyjnie, jak nigdy wcześniej. Trener słowa dotrzymał i zimą przeniosłem się do Limanovii. Okres przygotowawczy tylko potwierdził, że byłem w stu procentach zdrowy. Pracowałem na całym boisku, biegałem, walczyłem. Wreszcie zapomniałem co to ból. W meczu sparingowym Siarką Tarnobrzeg po rzucie rożnym strzeliłem gola „z konika”, czyli pionowymi „nożycami”

Radość nie trwała jednak druga. W meczu 5 kolejki w wyjazdowym meczu ze Świtem Nowy Dwór Mazowiecki, w starciu z bramkarzem gospodarzy doznał złamania nogi, konkretnie kości podudzia.

- To była druga połowa. Wyszedłem do prostopadłej piłki, znalazłem się sam przed bramkarzem i kiedy go mijałem, ten trafił mnie w nogę. Poczułem jak coś chrupło. Upadłem i wiedziałem, że to coś poważnego. Sędzia nie zareagował.

kontuzjasas

Karetką przewieziony został to pobliskiego szpitala. Obył się bez operacji, ale na nogę założono gips. To oznaczało kolejne tygodnie bez piłki.

- Wtedy dałem sobie już spokój z marzeniami o piłce na wyższym szczeblu. Ciężko było się z początku z tym pogodzić, bo naprawdę byłem świetnie przygotowany do tej rundy i gdyby nie ta sytuacja, myślę że raczej na dłużej zagościł bym na tym poziomie jak nie w Limanovii to w innym klubie.

Łącznie w III lidze rozegrał 43 mecze i strzelił 11 goli, a w II lidze - zaliczył 4 spotkania i raz trafił do bramki przeciwnika.

Po kilku miesiącach przerwy spróbował jeszcze sił w czwarto ligowym wówczas Podhalu Nowy Targ. Trenował i grał, ale cały czas odczuwał dyskomfort związany z urazem i po pół roku zrezygnował.

jacpekpeitrzak3

Wrócił do Szczawnicy i od tego momentu rolę piłkarza w tym klubie dzieli z funkcją grającego trenera. Najpierw był asystentem śp. Jerzego Grabary, potem Grzegorza Niezgody, aż w końcu został pierwszym szkoleniowcem i tak jest do dzisiaj.

Praca trenera nie jest jednak tym w co Pietrzak jakoś szczególne mocno chce się zaangażować. Jest posiadaczem licencji UEFA A, co uprawnia go prowadzenia drużyn na poziomie 3 ligi. Jak przekonuje, raczej na tym poprzestanie, szczególnie że na co dzień pracuje jak nauczyciel wychowania fizycznego w jednej z miejscowych szkół.

Swoją przyszłość wiąże także z najmłodszymi adeptami futbolu. Razem ze swoimi dawnymi kolegami z boiska: Grzegorzem Boruckim i Michałem Gawłem, a także nauczycielem wychowania fizycznego Łukaszem Kramarczykiem, jakiś czas temu powołali do życia Pienińską Akademię Sportową, gdzie wiodącą sekcją jest piłka nożna.

- Aktualnie mamy w Akademii około 100 zawodników i zawodniczek w różnych rocznikach. Ta liczba stale rośnie, co tylko nas motywuje do jeszcze większej pracy.

Wolne chwile lubi spędzać słuchając muzyki filmowej, czytając książki Agathy Christie i Stephena Kinga, oglądając programy kulinarne i... samemu gotując.Od 20 czerwca 2019 rok jest szczęśliwym mężem Małgosi.

Maciej Zubek

lp4