kieroArekMarczyk

W każdym klubie sportowym są ludzie, których określa się mianem „człowiek orkiestra”. Takim bezwzględnie był w NKP Podhale Nowy Targ Arkadiusz Marczyk.

Teraz po 5 latach popularny „KIERO” podjął decyzje o rezygnacji z tej funkcji. Specjalnie dla nas w alfabetycznym skrócie wspomina ten czas. 

A jak Arkadiusz Marczyk, przez blisko 5 lat kierownik pierwszego zespołu, związany z klubem od momentu jego powstania. Ostatnio zafascynowany Italią i językiem włoskim - co wygląda jak dobry plan na przyszłość :)

B jak banany. Za czasów trenera Sieklińskiego i Niedźwiedzia obowiązkowe na meczach wyjazdowych. Czasami śniły się mi już po nocach.

C jak “cienka czerwona linia” przed przekraczaniem której często ze śmiechem mnie ostrzegał trener Zubek, niestety niewiele to mu pomagało.

D jak “Dwójka bez sternika”. Legendarny duet jaki stworzyliśmy z fizjo Arturem Pustułką. Zupełnie nie rozumiem skąd ta nazwa :)

E jak euforia. Miałem szczęście być członkiem zespołu który zawsze odgrywał znaczącą rolę w 3 lidze. Szczególnie nie zapomnę trzech meczów z listopada 2018 r. - remisów 1:1 na naszym boisku z późniejszym triumfatorem ligi Stalą Rzeszów, z Motorem Lublin oraz zwycięstwa w doliczonym czasie gry na wyjeździe z KSZO 2:3. Gdzieś jeszcze mam filmy jak biegniemy z ławki rezerwowych przez boisko by się wspólnie cieszyć z bramki. Mega.

F jak fani zespołu (“K jak kibice” już mam zajęte). Dla mnie jedna z dużych bolączek mojego byłego już klubu. Nie trzeba mówić jak się pracuje i gra przy gorącym wsparciu z trybun. Niestety u nas wystarczy że przyjedzie 10-ciu kibiców rywali i przeciwnik czuje się jakby grał u siebie. Najczęstszą wymówką z jaką się spotykam jest to że nie grają “nasi”, “nie znam zawodników”, “w sobotę to ja co innego robię” itp. itd. Gorzkie to widząc na co dzień ile zdrowia zostawiają chłopaki na murawie i jak im zależy by zawsze wygrywać. Uważam, że zasługiwali i nadal zasługują na więcej wsparcia. Może nie zdajecie sobie z tego sprawy ale dla zespołu zawsze wiele znaczyło jak słyszeli okrzyki “Podhale!”.

G jak godziny spędzane w autobusach. Niestety na południu i wschodzie Polski mamy tylko jedną autostradę i ze względu na położenie Nowego Targu na mapie 4 województw - często musieliśmy wyjeżdżać na wyjazdy dwudniowe. Zazdroszczę sąsiedniej grupie 3 III ligi gdzie sieć szybkich dróg jest dużo lepiej rozwinięta a kluby generalnie znajdują się w dosyć bliskich odległościach od siebie. Nie wspominając o tym, że wyjazd dwudniowy to dużo więcej wyzwań organizacyjnych.

H jak hotele. Temat-rzeka. Niekończące się niespodzianki. Kiedyś po zameldowaniu wszystkich w pokojach zeszło do mnie do recepcji 4 zszokowanych zawodników twierdzących że w ich pokojach są… łoża małżeńskie. Musiałem wytłumaczyć pani z obsługi że nie spełnia to założonego standardu pokoju 2-osobowego.

I jak ironia. Bez posiadania szczypty ironii popartej humorem wg mnie kierownik nie może zbudować dobrego kontaktu z zawodnikami. Oczywiście wszystko w zdrowych granicach i z gotowością, że zawodnicy będą chcieli się za wszelką cenę odegrać :)

J jak jprd. Ten skrót często występuje na ławce rezerwowych podczas meczów. Jego wymowa jest różna w zależności od kontekstu użycia. Oznacza czasem rozczarowanie a czasem podziw. Lub skrót od “co on gwiżdże?”

K jak koniec meczu. Końcowy gwizdek oznaczał dla mnie połowę wykonanej pracy - bo zaraz po nim trzeba zdążyć otworzyć drzwi do szatni zespołowi, lecieć odebrać pizzę od dostawcy, skontrolować i podpisać protokół meczowy oraz zamienić kilka słów z sędziami a także oddzwonić do dziennikarzy z opisem spotkania. A! Jeszcze karta z nagraniem meczu! Ma ktoś kartę z nagraniem meczu ?

L jak ludzie. Mam takie przekonanie, które ciągle się sprawdza: jeśli żyjesz dobrze z ludźmi to w czasie kryzysu oni Ci pomogą. Chodzi o to, że bardzo często dzięki prywatnym dobrym kontaktom udawało się mi załatwić dla zespołu sprawy niemożliwe do załatwienia w szybkim czasie. Często jako przykład przychodzi mi do głowy transfer jednego z zawodników który otrzymałem do realizacji w piątek przed południem z wymogiem by był gotowy na sobotni mecz. Między 16:30 a 17:00 udało się przekonać drugi klub do ściągnięcia nieobecnego prezesa i wystawienia brakującego dokumentu a także obdzwonić trzy Związki Piłkarskie pchając w każdym z nich formalności do przodu. Mistrzostwo świata. Dlatego nie cierpię okresu transferowego. Ale w tamtą sobotę zawodnik ten strzelił dla nas zwycięską bramkę…

Ł jak ławka rezerwowych. He he he ! Co tam się nieraz działo! Jak pierwszy trener stał plecami do nas to najczęściej wkurzałem asystenta trenera docinkami na temat gry naszego zespołu. Do dzisiaj zachodzę głowę jak oni to znosili i czemu nigdy nie dostałem łokciem pod żebra. Największym moim sukcesem na tym polu było po moim kolejnym docinku drgnięcie ust w coś na kształt uśmiechu u jednego z trenerów bramkarzy, który cały mecz miał kamienną twarz. Z kolei pewien asystent trenera gdy dochodził do granicy tolerancji - wypowiadał do mnie taką szczególną frazę, która oznaczała zagotowanie pod korek i konieczność odpuszczenia 🙂 Ale wszystko odbywało się w rozsądnych złośliwych granicach.

M jak Mokrzyska. Nasze baza treningowa podczas dwudniowych wyjazdów. Kiedyś spędziliśmy tam 4 godziny czekając na rezerwowy autobus bo nasz się zepsuł przy odpalaniu. Miejsce kultowe uwielbiane przez “Dwójkę bez sternika”.

N jak napomnienia. Temat żółtych i czerwonych kartek otrzymanych przez zawodników czasem przyprawia o ścisk w żołądku. Trzeba być bardzo skrupulatnym w obliczeniach, aby przypadkiem nie wstawić zawodnika nieuprawnionego do gry. Do dzisiaj nie mogę zrozumieć dlaczego w systemie extranet w którym wprowadza się przedmeczowe protokoły ze składem nie ma opcji automatycznego zaznaczenia iż dany zawodnik nie może wystąpić w następnym meczu.

O jak organizator wycieczek. Inne określenie funkcji kierownika.

P jak przesądy. Najbardziej popularnym przesądem wśród trenerów było zakaz cofania autokarem podczas drogi na mecz. Stwarzało to dla naszego kierowcy niepowtarzalne okazje by wykazywać się najwyższym kunsztem na ciasnych parkingach przy stadionach. Szacunek panowie. Aha! Nie wolno było też przed meczem puścić “Janicka”, przegrana murowana. Śmiałem się z tego ale byłem też zobligowany do przestrzegania zasad.

R jak rozliczenia. Praca kierownika to także ciągłe i ciągłe rozliczenia z finansów. Faktury, potwierdzenia, przelewy, KW, KP itd. Osoba z zacięciem matematyczno-finansowym na pewno ma łatwiej w tej pracy.

S jak szatnie. Najczęstszym zadaniem przed przyjazdem było przypomnienie sobie jak duże było pomieszczenie naszej szatni na danym stadionie. W pamięć zapadły szatnie Cosmosu Nowotaniec, Wiernej Małogoszcz oraz Spartakusa Daleszyce gdzie nie było możliwości zmieścić 18-tu zawodników o sprzęcie nie mówiąc. Na Resovii byliśmy w szatni przedzielonej na pół przez filar a na Sole Oświęcim przez przesuwane drzwi. Z drugiej strony niezapomniany komfort był w szatni Motoru Lublin, Stali Stalowa Wola, Siarki Tarnobrzeg czy Stali Rzeszów. No chyba że akurat nastąpiła “awaria” klimatyzacji przed meczem :))) Dużo więcej w tym temacie mógłby powiedzieć jeden z naszych zawodników, który po każdym meczu robi sobie zdjęcie szatni.

T jak trenerzy. W ciągu tych niespełna 5 lat współpracowałem z 7 trenerami. Każdy z nich wnosił coś nowego do klubu i do moich obowiązków. Z każdym z nich dogadywałem się bardzo dobrze i z przyjemnością wspominam wspólne dni pracy.

U jak urlop. Coś niezwykle rzadko występującego w pracy kierownika. Szczególnie w niższych ligach gdzie jest mnóstwo spraw do ogarnięcia przez jedną osobę.

W jak wyjazdy. Pamiętam swój pierwszy samodzielny wyjazd, było to na Sołę Oświęcim w 2016 roku. Chyba wszystko poszło w miarę sprawnie choć pamiętam, że siedziałem całą drogę sztywny jak drąg i czujny jak ważka. Ale prawdziwy egzamin zdałem dwa tygodnie później kiedy na rozkładzie mieliśmy Motor Lublin. Dwa dni, nocleg, obiad, obiad po meczu itp. Do tego mega otoczka na wspaniałym stadionie i przy sporej średnio przyjaźnie nastawionej publice. Podając kartkę ze zmianą do sędziego pod ich sektorem dowiedziałem się kim jestem i co zazwyczaj robię w wolnych chwilach :)))

Y jak “yyyy, jeszcze nie wiem ale dowiem się i oddzwonię”. Zdanie, które bardzo pomagało mi w pracy. Masz prawo czegoś nie wiedzieć ale przede wszystkim musisz wiedzieć jak tę wiedzę zdobyć w najkrótszym możliwym czasie i przekuć ją na skuteczne działanie.

Z jak zawodnicy. Uwielbiałem z nimi pracować. To niezwykle ciekawe osobowości z różnymi charakterami i temperamentem. Nie wiem czemu ale szczególnie dobrze dogadywałem się ze Słowakami :) W sumie nie lubiłem tylko okresu przygotowawczego. Przewijało się wtedy przez klub wiele osób, które trzeba było “zaopiekować” a po tygodniu nie było już po nich śladu.