aaa lub-lyscia

PIŁKA NOŻNA. Reprezentanci trzecioligowego Wolskiego Lubania Maniowy na własnej skórze przekonali się, że piłka nożna bywa niesprawiedliwa. Maniowianie w starciu przed własną publicznością z wiceliderem tabeli Łysicą Bodzentyn, rozegrali najlepsze spotkanie w sezonie, a mimo to po raz kolejny schodzili z boiska w roli pokonanych.

Różnicy 30 punktów jaka dzieliła przed tym spotkaniem oba zespoły w tabeli absolutnie nie dało się odczuć w tym pojedynku. W pierwszej połowie mecz miał wyrównany przebieg. Oba zespoły miały po kilka sytuacji bramkowych. Goście wykorzystali dwie z nich, gospodarze jedną. To, że nie padło więcej goli w tej części gry to głównie zasługa obu bramkarzy. Golkiper Lubania Jakub Hładowczak już w pierwszych sekundach meczu wygrał starcie „oko w oko" z Damianem Gadyniakiem, a w 22 min gry instynktownie wybronił „główkę" jednego z rosłych graczy Łysicy. Maniowianie oprócz sytuacji bramkowej, najlepszą okazję mieli w 29 min gry. Po wzorowo wyprowadzonym kontrataku, piłkę na 5 metrze przed bramką gości miał Mateusz Bachleda, uderzył, ale nogami zdołał ją odbić Tomasz Dymanowski.

Druga połowa to już wyraźna dominacja Lubania. Gra toczyła się przez zdecydowaną część gry na połowie przyjezdnych, którzy w drugich 45 minutach nie oddali celnego strzału na bramkę Hładowczaka. Maniowianie walczyli zaciekle. Nie było dla nich straconych piłek. Z każdą upływającą minutą rósł ich napór. W 55 min po rzucie rożnym minimalnie głową chybił Rafał Komorek. W 73 min w ciągu kilkunastu sekund dwa rzuty wolne z okolic narożnika pola karnego wykonywał Krzysztof Czubiak. Mocno kotłowało się w polu karnym, ale w obu przypadkach piłkarze Łysicy wybijali piłki. W 84 min z gry z boiska powinien wylecieć Andrzej Paprocki, który kopnął Bogusława Gołdyna. Arbiter co prawda ukarał gracza Łysicy, ale jedynie żółtą kartką. Już w doliczonym czasie gry fenomenalną interwencją popisał się Dymanowski, który w sobie tylko wiadomy sposób wybronił piłkę zmierzającą po strzale głową Daniela Anioła tuż pod poprzeczkę.

- Nie będę się rozwodził. Mało ważne, że zagraliśmy być może najlepszy mecz w sezonie. Marna to dla nas pociecha, że na pewno nie byliśmy słabsi od wicelidera. Wygrał zespół skuteczniejszy. Ja ze swej strony chciałbym tylko podziękować moim zawodnikom, za to co pokazali w tym meczu – ocenił trener Lubania Marek Żołądź.

GALERIA z MECZU

Wolski Lubań Maniowy – Łysica Bodzentyn 1:2 (1:2)
0:1 Drej 10, 1:1 Komorek 19, 1:2 Gardynik 35. Sędziował Sebastian Widlarz z Wadowic. Żółte karki: Okręglak - Paprocki. Widzów: 300
Lubań: Hładowczak – Anioł, Gąsiorek, Hałgas, Czubiak – Karkula (46 Górecki), Świerzbiński (70 Gołdyn), Zawiślan, Bachleda (83 Firek) - Pietrzak, Komorek.
Łysica: Dymanowski – Kozubek (83 Mojecki), Pawłowski, Kardas, Szymoniak – Paprocki, Drej, Trela, Płusa – Michta (67 P. Gardynik), D. Gardynik (70 Grzegorski).

Jak padły bramki?
0:1 10 min – Hładowczak wygrywa pojedynek z D. Gardyniakiem, piłka odbija się jednak od kolan bramkarza Lubania, trafia na 15 metr do Dreja, ten uderza głową, futbolówkę próbuje wybijać jeszcze Gąsiorek, nie trafia w nią jednak i ta wtacza się do bramki.
1:1 19 min – daleki wykop Hładowczaka spod własnej bramki, Komorek wygrywa pojedynek biegowy z trójką obrońców Łysicy, podbija piłkę nad Dymanowskim i posyła ją do pustej bramki
1:2 35 min – D. Gardyniak przyjmuje piłkę na 10 metrze i trafia do bramki po krótkim rogu.