111 watraaaa

PIŁKA NOŻNA. W IX kolejce spotkań rozgrywek grupy wschodniej powody do radości mają piłkarze z Zakopanego oraz Białki Tatrzańskiej, którzy ograli na swoim boisku odpowiednio lidera z Woli Rzędzińskiej i wicelidera z Żabna. Nie powiodło się za to w wyjazdowym starciu z rezerwami Sandecji, reprezentantom Lubania Maniowy.


Decydujące cztery minuty

KS Zakopane – Wolania Wola Rzędzińska 2:1 (2:0)
1:0 Floryn 22, 2:0 Grela 26, 2:1 Czarnik 74. Sędziował Hubet Kożuch z Nowego Sącza. Żółte kartki: Dziedzic, Floryn - Krupa, Wilk, Czarnik, Bartkowski, Tadel. Widzów: 120
KSZ: Dziedzic – Floryn, Hałgas, Frasunek, Bachleda – Leniewicz, Drabik, Dudzik (73 Bukowski), Ustupski - Grela, Kłosowski (89 Gaura).
Wolania: Mikrut – Bartkowski, Furmański, Krupa, Szosta – Tadel (82 Wilk), Jasiak (63 Barwacz), Szczerba, Tarczoń – Czarnik, Cabała.

Lider poległ na boisku w Zakopanem, ponosząc jednocześnie pierwszą w sezonie porażkę. Losy meczu rozstrzygnęły się w pierwszej połowie w przeciągu czterech minut. Tyle czasu bowiem dzieliło pierwszą bramkę zakopiańczyków od drugiej. Najpierw w 22 min po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Leniewicza, Floryn głową pokonał Mikruta, a w 26 min po składnej akcji Grela otrzymał prostopadłe zagranie, na linii pola karnego poradził sobie z dwójką rywali i posłał piłkę do bramki obok wysuniętego golkipera Wolanii. Goście w 39 min mogli złapać kontakt, ale strzał Czarnika wybronił Dziedzic. Po przerwie optyczną przewagę posiadali przyjezdni, ale niewiele z niej wynikało. W 58 min zakopiańczycy mogli podwyższyć prowadzenie. Tym razem jednak Grela w dobrej sytuacji uderzył wprost w Mikruta. W 74 min zrobiło się 2:1. Barwacz zagrał piłkę w pole karne gospodarzy, ta skozłowała myląc defensorów Zakopanego, dopadł do niej Czarnik i z bliska trafił do siatki. W końcówce goście próbowali zaatakować, ale czynili to zbyt schematycznie i gospodarze łatwo rozbijali ich akcje. Niewiele też wynikało ze stałych fragmentów gry jakie Wolania w ostatnim kwadransie miała sporo.

- Wiedzieliśmy, że Wolania wysoko postawi poprzeczkę. Czekaliśmy na kontry i stałe fragmenty gry. W taki właśnie sposób zdobywaliśmy gole. W II połowie już konsekwentnie się broniliśmy, choć po stracie bramki troszkę wkradł się w nasze poczynania chaos. Generalnie jednak uważam, że mieliśmy ten mecz pod kontrolą. Chwała chłopakom, że przetrzymaliśmy trudny okres. W ciągu 3 tygodni to był dla nas 7 mecz, łącznie z pucharami, co przy wąskiej kadrze jaką dysponujemy jest sporym obciążeniem – ocenił trener KSZ, Jerzy Grabara.

/Maciej Zubek

Metamorfoza po przerwie

Kotelnica Watra Białka Tatrzańska – MLKS Żabno 4:1 (1:1)
0:1 Czyż 5, 1:1 Zubek 32 z karnego, 2:1 Kuchta 60, 3:1 Gacek 64, 4:1 Remiasz 87. Sędziował Wojciech Curyło z Krakowa. Żółte kartki: Rabiański, Zubek, Harnik – Czyż, Pięta, Maciosek, Kurzawski, Wróbel, Ślęczka. Czerwona: Ślęczka (90 za drugą żółtą). Widzów: 200
Watra: Rabiasz – Bochnak, Strama, Harnik (86 Chorążak), Kowalczyk – Zubek, Rabiański, Hudy (85 Drobniak), Łojek – Kuchta, Gacek.
Polan: Pięta – Ślęczka, Maciosek, Nowak (77 Solak), Prażuch – Łoś (75 Nogaś), Motyka, Kurzawski, Czerkies – Czyż (72 Wróbel), Liro (85 Majka).

Białczanie chwilę po rozpoczęciu meczu mogli już przegrywać. W dogodnej sytuacji w polu karnym znalazł się Kurzawski lecz jego strzał minął dalszy słupek. Jednak już w 5 minucie goście wyszli na prowadzenie. Dośrodkowanie w pole karne Watry spokojnie przejął Czyż, zwodem minął obrońcę i niezbyt mocnym ale precyzyjnym strzałem po ziemi otworzył wynik spotkania. Watra starała się odgryzać kontrami jednakże dobrze zorganizowani gracze Polanu skutecznie udaremniali kolejne próby ataków. Kuchta w 12 minucie dobrym podaniem szukał w polu karnym Gacka lecz obrońcy zdołali wybić piłkę. Młody napastnik Watry miał jeszcze jedną dobrą okazję po zagraniu piłki głową przez Stramę, jednak z bliskiej odległości przestrzelił. W 18 minucie Czerkis zdecydował się na niezbyt mocny strzał z okolic 30 metra jednak kozłująca piłka sprawiła nie lada problem interweniującemu Rabiaszowi, który próbując ją złapać, odbił futbolówkę na poprzeczkę. Goście przez większą część pierwszej połowy dyktowali warunki gry. Watra miała problemy z wyprowadzeń paru celnych podań na połowie Polanu. Jednak w 32 minucie defensywa przyjezdnych popełniła błąd. Po wrzucie z autu Kuchta został sfaulowany w polu karnym przez Nowaka. Pewnym egzekutorem jedenastki okazał się Zubek. Do przerwy lepsze wrażenie sprawiali goście jednak nie udało im się tej przewagi udokumentować bramką .

Drugie 45 minut było zupełnym przeciwieństwem tego co się działo w pierwszych trzech kwadransach. Po wstępnych 15 minutach kiedy z boiska wiało nudą, strzelanie rozpoczął Kuchta. W 60 minucie dobrze dysponowany tego dnia Zubek zdecydował się na silny strzał z 30 metrów. Piłka odbiła się od poprzeczki i pleców interweniującego Pięty, spadła przed linię bramkową gdzie pierwszy do niej dopadł wspomniany Kuchta i wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. Chwilę po tym wydarzeniu dośrodkowanie z rzutu wolnego skutecznie wykończył Czyż jednak był na spalonym i arbiter tego meczu gola nie uznał. W 64 minucie błąd stopera gości bezlitośnie wykorzystał Gacek, który przejął piłkę i silnym strzałem w dalszy róg bramki podwyższył prowadzenie Watry. Od tego momentu Białczanie złapali przysłowiowy luz w grze. Efektem tego były kolejne ataki na bramkę Pięty. W 68 minucie Łojek zagrywa piłkę ze skrzydła do nadbiegającego Gacka, który jednak marnuje dogodną sytuację. W tej samej akcji ofiarnie interweniujący bramkarz Polanu broni dobitkę Rabiańskiego. Parę chwil po tym, Zubek w pełnym biegu mija obrońcę i zagrywa wzdłuż 5 metrów lecz nikt nie kończy tej akcji. Goście dopiero w 83 minucie poważnie zagrozili bramce Rabiasza. Po kontrze, piłkę na 16 metrze przejmuje Wróbel lecz jego strzał mija prawy słupek. W końcówce Białczanie za sprawą rezerwowego tego dnia Remiasza ustalają wynik meczu. Dośrodkowanie w pole karne Kuchty zamyka Chorążak, który ładnie zgrywa piłkę do napastnika Watry, a ten mocnym strzałem w krótki róg bramki pokonuje bramkarza Polanu. Jeszcze w samej końcówce bliski szczęścia był Łojek lecz jego techniczny strzał ostęplował poprzeczkę.

Watra dzięki dobrej grze w drugiej połowie odwróciła losy spotkania i zasłużenie wygrała mecz. Sfrustrowani goście jeszcze po meczu nie mogli się pogodzić z niektórymi decyzjami arbitra wykrzykując w jego stronę swoje urazy, ale jedyne co osiągnęli to żółtą kartkę dla Macioska

- Wygląda na to, że w końcu „zatrybyliśmy". Wróciła w nas wiara. Jesteśmy już innym zespołem niż na początku sezonu. Łatwo jednak nie było. Goście potwierdzili, że są dobrym, twardo grającym zespołem. Zwłaszcza w pierwszej połowie byli wymagającym przeciwnikiem. Po przerwie mecz dobrze się dla nas ułożył. Po golu na 2:1 goście się otworzyli, co potrafiliśmy wykorzystać. Za to spotkanie brawa należą się całej drużynie – ocenił grający prezes Watry, Andrzej Rabiański.

/Piotr Dziubasik

Pechowa końcówka

Sandecja II Nowy Sącz – Wolski Lubań Maniowy 2:1 (0:0)
0:1 Firek 62, 1:1 Zawiślan 72, 2:1 samobójcza 83.
Lubań: Drąg – Darowski, Czubiak, Firek, Gołdyn – Kuziel (75 Domian), Kurnyta, Górecki, Karkula – Wardęga, Piszczek.

Lubań na boisku w Piątkowej nie sprostał rezerwom Sandecji Nowy Sącz. Gole w tym meczu padły po przerwie. W 62 min maniowianie objęli prowadzenie. Po rzucie wolnym i zamieszaniu w polu karnym Sadnecji, Damian Firek dobił strzał Sylwestra Kurnyty. 10 minut później gospodarze wyrównali po kontrataku zakończonym strzałem Arkadiusza Zawiślana, a w 83 min samobójcze trafienie Bogdana Gołdyna rozstrzygnęło losy meczu.

- Sandecja wystawiła przeciwko nam mocny skład, z kilkoma zawodnikami z pierwszej drużyny m.in. Zawiślanem, Gielem, Koziołem, Szczepańskim czy Gevorgiem. Spotkanie stało na bardzo dobrym poziomie. Zagraliśmy bardzo dobrze taktycznie i wcale nie byliśmy gorsi do zawodników z pierwszoligowym stażem. Co prawda piłkarsko ustępowaliśmy, ale nadrabialiśmy to niesamowitą ambicją i konsekwencją w grze. Najlepszym tego przykładem była bramka na 1:0. Szkoda, że ona trochę za bardzo nas uspokoiła. Gdybyśmy wówczas jeszcze bardziej zwarli szeregi, mogliśmy wypunktować przeciwnika, który już nie miał pomysłu na grę. Niestety kluczowym momentem okazał się 72 min, kiedy arbiter nie odgwizdał ewidentnego rzutu wolnego po faulu na Hubercie Wardęce. Nasi zawodnicy stanęli, nie zdążyli wrócić i straciliśmy bramkę wyrównującą. A potem błąd Bogdana Gołdyna, który mając piłkę na prawej nodze w polu bramkowym, podjął złą decyzję, interweniował lewą i pechową wpakował futbolówkę do naszej bramki. Nie zasłużyliśmy na porażkę. Mimo wszystko cieszę się z postawy mojego zespołu. Przez takie spotkania dojrzewamy jako drużyna. Obecnie mamy w składzie wielu zawodników, którzy dopiero zaczynają swoją grę na tym poziomie. Gdybyśmy dysponowali składem chociażby z zeszłego sezonu m.in. z Komorkiem, Hładowczakiem, Gąsiorkiem, Aniołem, Hałgasem czy Krzystyniakiem to myślę, że nawet z tak wzmocnionymi rezerwami Sandecji poradzilibyśmy sobie zdecydowanie – ocenił trener Lubania, Marek Górecki.

/Maciej Zubek