morkielod

Uwaga na cienki lód na tatrzańskich stawach – ostrzegają ratownicy TOPR i apelują, aby turyści nie wchodzili na tafle, szczególnie Morskiego Oka. Apel to odpowiedź na niedawny wypadek, podczas którego właśnie na tafli Morskiego Oka pod kilkoma turystami załamał się lód, w efekcie czego mężczyźni wpadli do lodowatej wody. Tym razem na szczęście wszystko dobrze się skończyło, ale tego typu zdarzenia bardzo często mają tragiczny finał. Paweł Skawiński, przewodnik tatrzański przyznaje, że kiedyś spacerowanie po ledwo co zamarzniętym stawie byłoby nie do pomyślenia

- Nie pamiętam takich sytuacji, żeby ktoś dawniej wchodził na tafle jezior tatrzańskich, jeśli nie było na nich grubej pokrywy śniegu - wspomina Paweł Skawiński, przewodnik tatrzański. - Ja sam niegdyś chodziłem na nartach – fokach przez te stawy, ale decydując się na taki krok miałem pewność, że pokrywa śnieżna i warstwa lodu nie stanowią dla mnie zagrożenia, wręcz odwrotnie, że zapewnią mi odpowiednie bezpieczeństwo. Informacje te bardzo łatwo możemy zweryfikować – słuchając komunikatów, a przypomnę, że dostęp do nich jest powszechny.

Często nie zdajemy sobie sprawy z tego, że poprzez swoje bezmyślne zachowanie narażamy na niebezpieczeństwo nie tylko własne życie i zdrowie, ale również inne osoby. – Człowiek, który wpadnie do lodowatej wody automatycznie rozpoczyna walkę o swoje życie – mówi Sylweriusz Kosiński, lekarz i ratownik TOPR. – W zależności od ubrania oraz temperatury wody, przeciętna osoba w takich warunkach jest w stanie wytrzymać 10-15 minut. W tym czasie bardzo szybko tracimy ciepło i popadamy w stan ciężkiej hipotermii, a maksymalnie do pół godziny dochodzi już do zatrzymania krążenia. Takie zuchwalstwo to śmiertelnie niebezpieczna zabawa. Z własnych doświadczeń, całe szczęście ograniczonych, mogę powiedzieć, że wydostanie się z takiego przerębla, pośród brył lodu, w sytuacji, gdy po kilkunastu sekundach mamy sztywne z zimna kończyny nie jest łatwą sprawą.

Przypomnijmy wszystkim, że zamarzanie jezior tatrzańskich nie jest równoznaczne z pierwszym śniegiem i mrozem, który pojawia się w górach. To proces, który przebiega etapowo. Najpierw tworzy się lód, dopiero później dochodzi do budowania pokrywy śnieżnej, która również od dołu lodowacieje. W ten sposób tworzą się warstwy o różnej konsystencji. – Pamiętam taki przypadek z kwietnia, kiedy na nartach wjechałem na taflę Morskiego Oka, od strony Doliny za Mnichem. Tuż przed schroniskiem lód się pode mną zapadł i osiadłem na następnej warstwie lodu. Między tymi dwoma warstwami było 10 cm – opowiada Paweł Skawiński. Całe szczęście sytuacja ta zakończyła się szczęśliwie, ale ostrożność i czujność musimy zachowywać zawsze, wszędzie i wszyscy, nawet wprawieni taternicy. - Jeżeli dookoła są ostrzeżenia, że lód jest cienki, że w każdej chwili może się załamać, to uszanujmy pracę osób, które troszczą się o nasze bezpieczeństwo w górach i nie stwarzajmy sytuacji, które de facto nie powinny się wydarzyć – dodaje Sylweriusz Kosiński, lekarz i ratownik TOPR. Pamiętajmy, że zimy mamy coraz łagodniejsze, a w tym roku nie odnotowaliśmy aż tak niskich temperatur, które umożliwiłyby wytworzenie pokrywy lodowej o odpowiedniej grubości. Zanotujmy w swoich głowach, że wejście na tafle jezior tatrzańskich są dopuszczalne i bezpieczne tylko i wyłącznie wtedy, kiedy wokół stawów mamy grubą pokrywę śnieżną, która ma swoją nośność, co w kompozycji lód i śnieg zapewnia nam odpowiednie warunki. Sam lód bądź lód delikatnie przysypany śniegiem to nasz wróg.

Chcąc nieść pomoc osobom poszkodowanym między innymi w tego typu wypadkach, w Krakowie powstało pierwsze w Polsce Centrum Leczenia Hipotermii Głębokiej przy Krakowskim Szpitalu Specjalistycznym im. Jana Pawła II. Podwaliny dla tej działalności położyło dwóch małopolskich lekarzy, dr n. med. Tomasz Darocha oraz dr n. med. Sylweriusz Kosiński. Jest to ośrodek pionierski w skali całego kraju, odpowiednio wyposażony i zorganizowany, gotowy do świadczenia pomocy całą dobę. Niestety leczenie pacjentów znajdujących się w głębokiej hipotermii jest bardzo ciężkie, kosztowne i nie zawsze skuteczne tak jakbyśmy tego chcieli, dlatego podczas swoich górskich eskapad zachowujmy szczególną ostrożność, zwłaszcza zimą, kiedy warunki turystyczne są znacznie trudniejsze.

O tym, że wejście na źle zamarznięty staw grozi mandatem wystawionym przez TPN nie trzeba chyba przypominać, ale nie chodzi tu o kary, a o nasze własne bezpieczeństwo. Podczas zejścia lawiny z Rysów w której zginęli licealiści z Tych, uderzenie mas lodu i śniegu w taflę Morskiego Oka było tak duże, że część młodych ludzi znalazła się pod wodą – a cała tafla Morskiego Oka popękała i uniosła się do góry. Część z ciał ofiar tego wypadku lawinowego znaleźli dopiero nurkowe, po kilku miesiącach od nadejścia wiosny.