ludmwypadekLUDŹMIERZ. 17 –latek nie żyje, jego o rok starszy kolega walczy w szpitalu o życie. Tragiczny nocny wypadek byłby jednak może mniej drastyczny w skutkach, gdyby pomocy nastolatkom udzielił ich starszy o kilka lat kolega lub przejeżdżające - co widać doskonale na monitoringu - dwa samochody. Tymczasem ofiary zdarzenia przez 40 minut leżąc w widocznym miejscu czekały na to by ktoś wezwał pogotowie!

Do tragicznego wypadku doszło w nocy z poniedziałku na wtorek w Ludźmierzu przy drodze powiatowej, wiodącej z wioski w kierunku sąsiedniego Krauszowa w pobliżu szkoły, dzięki czemu zdarzenie można odtworzyć z monitoringu.
O dwóch leżących przy chodniku obok krawężnika ciałach policję powiadomił po ok. 40 minutach, jak wynika z dochodzenia, jadący akurat tamtędy kierowca, niepochodzący z Podhala... – Dwa pierwsze samochody przejeżdżające obok ofiar zdarzenia, jak widać na monitoringu, jedynie zwalniają, nie zatrzymują się, by udzielić nastolatkom pomocy – wyjaśnia prokurator Aneta Hładki z Prokuratury Rejonowej w Nowym Targu. Dodaje, że z monitoringu wynika też, choć ostatecznie wypowie się biegły, że do wypadku doszło o godzinie 23.29 w poniedziałek.
Wczoraj przez kilka godzin w Prokuraturze Rejonowej w Nowym Targu trwały przesłuchania 26-letniego mężczyzny, świadka tragedii. Jak miało dojść do zdarzenia? 26-latek miał jechać na motorze, podobnie jak obie ofiary. 17-latek miał prowadzić. Nastolatkowe, jak wynika z dochodzenia, jechali szybko, z prędkością, jak wstępnie ustalono 70 km na godzinę. Kierujący miał kask, pasażer - nie. W pewniej chwili po ok. 300 metrach 26-latek miał się zorientować, że nie widzi tylnych świateł motoru kolegów. – Mężczyzna tłumaczył, że na miejscu gdzie znalazł motor, nie widział kolegów, a motory ukrył myśląc, że sami chłopcy uciekli z miejsca wypadku – mówi prokurator. Dodaje, że twierdził on także, iż myślał, że chłopcy bali się konsekwencji jazdy bez uprawnień i po spożyciu alkoholu, bowiem - według jego relacji - mieli wypić piwo. Mężczyzna – jak wynika z jego relacji – miał szybko ukryć w pobliskich zabudowaniach na podwórku motory i oddalić się z miejsca zdarzenia...
Wczoraj prokurator wydał postanowienie o zatrzymaniu 26-latka. – Po przesłuchaniu i eksperymencie na miejscu prokurator nie dał wiary tłumaczeniom 26-latka. Dziś zostanie on doprowadzony do prokuratury i usłyszy dwa zarzuty – podkreśla prokurator Aneta Hładki. Jeden z nich to nie udzielenie pomocy osobom będącym w bezpośrednim zagrożeniu życia, a drugi zacierania śladów zdarzenia. Pierwszy zagrożony jest karą do 3 lat pozbawienia wolności, drugi do 5 lat pozbawienia wolności. Jeśli nawet się okaże, że to kierujący stracił panowanie nad kierownicą, to 26-letni mężczyzna bezwzględnie powinien udzielić ofiarom pomocy. Powinni pomóc i przejeżdżający kierowcy... To, dlatego już teraz biegli z zakładu medycyny sądowej Collegium Medium w Krakowie będą musieli odpowiedzieć na pytanie, czy obrażenia, które miał zmarły chłopak, bezpośrednio przyczyniły się do jego zgonu i czy po udzieleniu pomocy mógłby żyć bez względu na późniejsze skutki zdrowotne wypadku...